niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 2.

***Rin***



-Powinienem jak najszybciej skończyć z udzielanie korepetycji, te dzieci są coraz to głupsze.- Mówiłem sam do siebie wychodząc z mieszkania chłopaka.
-Przepraszam, jutro Pan przyjdzie o tej samej godzinie?- Z mieszkania wyskoczyła mama Yuki'ego. Uśmiechnięta od ucha do ucha czekała na moją odpowiedź.
-Nie wiem, jeszcze się skontaktuję. Niech pani da mój numer Yuki'emu dobrze?- Odpowiedziałem i pożegnałem się grzecznie.
Odwróciłem się szybko i poszedłem w kierunku mojej uczelni, ponieważ byłem umówiony z moim przyjacielem.
-Halo? No już idę, przedłużyło mi się troszkę. Nic ci się nie stanie jak chwilę poczekasz.- Burknąłem do telefonu i schowałem go do kieszeni.
Przyśpieszyłem kroku ponieważ nie chciałem żeby czekał na mnie zbyt długo, pierwszy raz mi się zdarzyło gdzieś spóźnić.
-Słuchaj, mam propozycję. Szykuje się niezła impreza u mojego kolegi. Idziemy?- Zapytał od razu gdy mnie zobaczył przy drzwiach wejściowych.
-A kiedy? Dobrze wiesz że nie mam za dużo czasu, muszę z czegoś utrzymać darmozjada.- Mowa tutaj o mojej kochanej siostrzyczce.
-Jutro, powiedziałem że przyjdziemy no weź. Oj przecież ja chętnie się nią zajmę.- Uśmiechnął się głupio.
-Dobra, postaram się przyjść ale nie obiecuję. Dobra ja się zbieram bo Misaki sama sobie obiadu nie ugotuje, cześć.- Machnąłem ręką i wyszedłem ze szkoły.
-Ej czekaj! Chętnie z Tobą pójdę, nie mam dziś dobrego obiadku a ty tak dobrze gotujesz.- Fakt chłopak nie miał zdolności kulinarnych.
-Ale Yuu czy ty czasem nie miałeś poprawiać jakiegoś sprawdzianu?- Zapytałem odpychając go od siebie, był stanowczo za blisko.
-Już dawno poprawiłem, tak się spóźniłeś że musisz mi się odpłacić dobrym obiadkiem.- Chłopak objął mnie ramieniem i uśmiechnął się szeroko.
-Ech dobra chodź już. Ale nie wiem co będzie na obiad.- Westchnąłem ciężko i ruszyliśmy razem w kierunku mojego domu.
Szliśmy całą drogę zagadani, przy nim nigdy nie mogłem być cicho a on nie mógł trzymać gęby na kłódkę. Ale właśnie za to go tak bardzo lubiłem.
-Wróciłem!- Krzyknąłem otwierając drzwi i zdjąłem swoje buty, odwiesiłem płaszcz na wieszak, a torbę położyłem obok.
-Ja także!- Krzyknął rzucając swoje rzeczy gdzie popadnie i poleciał do salonu gdzie siedziała Misaki.
-Ej Yuu! Chodź posprzątać.- Dobrze wiedziałem że i tak nie przyjdzie więc ja posprzątałem za niego i poszedłem do kuchni.
-Rin... po co żeś tu przyprowadził tego durnia?- Zapytała podchodząc do mnie i usiadła na krześle przy blacie.
-Jestem mu winien obiad, właśnie co chcesz zjeść?- Zapytałem wyciągając szklanki i sok, po czym nalałem do każdej trochę.
-Smażony ryż z Kimchi.- Odpowiedziała to co zawsze, nie wiem dlaczego tak bardzo lubiła to jeść. Mi to za bardzo nie smakowało.
Zabrałem się do gotowania a Yuu razem z Misaki zaczęli grać na playstation. W końcu ukończyłem obiad i zawołałem resztę do stołu.






***Yuki***



Rika zabawiła u mnie do godziny 21. Nasz czas był całkowicie zapełniony min.: piciem mrożonego shake'a o smaku truskawkowym i coli, oglądaniu filmów, objadaniem się goframi własnej roboty, sprzątaniu kuchni oraz wygłupianiu się, jak i rozmawianiu. W połowie tych czynności Rika była tak zmachana, że musiała spiąć swoje długie fale w wysoki kuc. Ja za to spiąłem swoją grzywkę dwoma, czerwonymi, brokatowymi spinkami... W sumie, to ja byłem za tym, żeby grzywkę spiąć zwyczajną wsuwką, ale Rika się uparła na brokat. Co ja z nią mam?! No, ale w końcu jest moją kochaną przyjaciółką.
Zaśmiałem się do siebie i położyłem ostatnią poduszkę na kanapie, po czym glebnąłem się na nią, włączając TV. Spojrzałem na swoje dłonie. W sumie... Nie bolą mnie, więc chyba je od bandażuję.
Podniosłem się do siadu i prawą ręką chwyciłem wystający kawałek bandaża z lewej ręki. Zacząłem powoli odwijać.
Booożeee, jak on bardzo zawiązał ten bandaż? Minęło 5 minut i dopiero teraz wspomniana rzecz się skończyła. Jak myślałem nie wyglądało to źle. Na wewnętrznej stronie, tu i tam były cienkie, grube, krótkie i długie blizny, lecz nie było ich przesadnie dużo. Na tej dłoni naliczyłem tylko sześć. Prawej ręki nie chciało mi się odwiązywać.
Glebnąłem z powrotem na poduszki. Było ciemno, więc zapewne zaraz puszczą jakiś horror w telewizorni. Przełączałem kanały, aż natrafiłem w programie na ciekawy film. Zostawiłem ten kanał i leżałem.



Boże, Boże, Boże, Bożenko... Dostaje schizy! Niepotrzebnie oglądałem to w całkowitej ciemności. Mam głowę pod poduszką i boję się nawet zapalić lampy, która jest obok mnie. Jezu! Co w kuchni spadło!? Spokojnie, spokojnie, myśl o misiach... Ale dlaczego Kubuś jest zombie!?
Przemogłem się i zapaliłem światło jednym ruchem... Tak mi się zdawało, ale ono się nie zapaliło! Miałem łzy w oczach i kiwałem się na kanapie, jak w chorobie sierocej.
Usłyszałem klucze w drzwiach i myślałem, że zejdę! Drzwi otworzyły się, a światło zapaliło. Wydałem z siebie pisk
na co moja mama zareagowała śmiechem.
– Znów oglądałeś horrory, skarbie? – spytała, zostawiając zakupy w kuchni połączonej z salonem.
– T-tak... – wydukałem.
– Oj Yuki... Może lepiej będzie, jak pójdziesz spać. – dała mi buzi w czoło, a ja spłonąłem rumieńcem. – No, do widzenia panu. – uśmiechnęła się i wypchnęła mnie z pokoju.
Rozdrażniony powiedziałem coś nie mrawo i jak petarda podążyłem do pokoju po schodach. Wziąłem piżamę i poszedłem się umyć.
Gdy wróciłem i położyłem się do łóżka przy świetle i radiu byłem pewien, że tej nocy już nie usnę... A przecież jutro rano korepetycje...
O matko... Nieprzespana noc i czuję się jak umarlak. Aż płakać mi się chce. Ledwo co zwlokłem się z łóżka, ustałem na nogach i walnąłem na podłogę z głuchym 'łup'. Na szczęście mamy od rana nie było w domu.
Założyłem na swoją krótką piżamę (Na którą składały się kraciaste spodenki i bluzka ze SpongeBob'a na krótki rękaw) puszystą, czarną bluzę i nieprzytomny ruszyłem na dół.
W kuchni oblałem twarz zimną wodą. Poskutkowało na dłuższą chwilę, w której zdążyłem zrobić sobie śniadanie, zjeść je, umyć naczynia, umyć się i ubrać. Na mój dzisiejszy strój składał się granatowy T-shirt z czerwonym napisem ,,JAPAN", jeansy i czerwone skarpetki. Uczesałem – próbowałem uczesać – włosy i zrobiłem sobie na czubku małą kiteczkę przewiązaną czerwoną gumką.
Zdążyłem wejść na dół, już zdyszka zaspany, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Idąc do nich szurałem nogami, ale to, co zobaczyłem za nimi, zdołało mnie jako-tako bardziej rozbudzić. Za drzwiami bowiem stał mój senpai.



***Rin***




-No już siadajcie. Nie gotuję na daremno przecież.- Burknąłem i rozłożyłem talerze na stole podając posiłek.
-Już idziemy, nie denerwuj się tak bo ci żyłka wyskoczy.- Zażartował Yuu i usiadł obok mnie czekając na Misaki.
W końcu usiedliśmy razem i zaczęliśmy jeść, Misaki jak zawsze opowiadała co dziś przeszła w szkole i nie tylko a Yuu się z niej naśmiewał.
Potem on zaczął opowiadać swoje historie i Misaki śmiała się z niego, ja jak zawsze siedziałem cicho i słuchałem jak się kłócą.
-Dobra będę spadać, muszę się jeszcze pouczyć. Rin pamiętaj o kartkówce z chemii.- Podziękował za obiad i zniknął z naszego mieszkania.
-Ja idę się uczyć. Posprzątaj dobra?- Misaki również podziękowała za obiad i poszła do siebie do pokoju, chociaż dobrze wiedziałem że nie będzie się uczyć... jak i sprzątać. Leń jakich mało od zawsze taka była.
Posprzątałem za Misaki jak i Yuu, a następnie postanowiłem wziąć prysznic, bardzo długi prysznic po którym zacząłem oglądać telewizję.
-Ech... nudno jest.- Ciężko westchnąłem i położyłem się na kanapie skacząc po kanałach w telewizji.
-Prawda? Co powiesz na nocowanko?- Przez okno wszedł Yuu z materacem i poduszką no i oczywiście z ogromnym uśmiechem.
Gdy zobaczyłem go w samych bokserkach omal co bym się nie popłakał ze śmiechu.
-Bokserki ze szczeniaczkiem, serio?- Zapytałem nie mogąc przestać się śmiać i zabrałem jego rzeczy, zaniosłem je do swojego pokoju i wróciłem do chłopaka.
-Oj no weź, dopiero co się wykąpałem. A głupio mi tak samemu siedzieć.- Powiedział cicho i owinął się w koc.
-Za chwilę to ty z nami zamieszkasz.- Burknąłem pstrykając go w czoło.
Dość długo siedzieliśmy gadając, a nawet musiałem zrobić mu coś do jedzenia bo on zawsze był głodny, zawsze.
W końcu się zmęczył i zawlokłem go do mojego pokoju gdzie ułożyłem go na materacu i przykryłem kocem. Szybko zasnął więc ja również postanowiłem iść spać.
-Rin! Głodna jestem!- Obudził mnie donośny głos mojej kochanej i uroczej siostrzyczki, która jak zawsze chciała abym jej zrobił śniadanie.
-Już idę! Osz ludzie... co ja z wami mam?- Próbowałem przebić się przez pokój, gdzie Yuu spał rozwalony na całej podłodze.
-Zrobisz mi też coś do jedzenia?- Zapytał chwytając mnie za nogę i uśmiechając się lekko. Nawet nie otworzył oczu.
-A mam jakieś inne wyjście?- Zabrałem nogę i poszedłem do kuchni gdzie przygotowałem śniadanie dla wszystkich. Przyszedłem po Yuu i kazałem się mu ubrać. Misaki mogłaby mieć problemy ze snem jak by go zobaczyła.
Zjedliśmy śniadanie i każdy poszedł w swoją stronę, Misaki do koleżanki a Yuu do domu jeszcze spać. Ja postanowiłem wziąć szybki prysznic, posprzątać za dzieciarnią i przyszykować się do
korepetycji. Szybko założyłem czarne rurki, i niebieską koszulę w duże czarne kraty. Podwinąłem w niej lekko rękawy.
-Ej Rin... mogę iść z Tobą?- Do mieszkania wszedł już ubrany i od świeżony chłopak. Miał ze sobą torbę i jakąś bluzę.
-Muszę się nauczać zamykać drzwi.- Burknąłem znowu a chłopak wybuchnął śmiechem. Zabrałem swoje rzeczy i wypchałem go z mieszkania.
-Po co chcesz ze mną iść?- Zapytałem zamykając drzwi i zszedłem po schodach czekając na dole na chłopaka.
-Chcę zobaczyć jak dzieci Cię wkurzają.- Zarzucił mi się na szyję i znów zaczął się śmiać.
Zrzuciłem go na ziemię i poszedłem do domu chłopaka, ale zatrzymałem się na chwilę aby Yuu mógł mnie dogonić. W końcu doszliśmy do domu Yuki'ego.
-Dzień dobry.- Powiedziałem widząc chłopaka w drzwiach. Widząc jego kitkę lekko się zaśmiałem a Yuu buchnął śmiechem.



***Yuki***


O matko... Nieprzespana noc i czuję się jak umarlak. Aż płakać mi się chce. Ledwo co zwlokłem się z łóżka, ustałem na nogach i walnąłem na podłogę z głuchym 'łup'. Na szczęście mamy od rana nie było w domu.
Założyłem na swoją krótką piżamę (Na którą składały się kraciaste spodenki i bluzka ze SpongeBob'a na krótki rękaw) puszystą, czarną bluzę i nieprzytomny ruszyłem na dół.
W kuchni oblałem twarz zimną wodą. Poskutkowało na dłuższą chwilę, w której zdążyłem zrobić sobie śniadanie, zjeść je, umyć naczynia, umyć się i ubrać. Na mój dzisiejszy strój składał się granatowy T-shirt z czerwonym napisem ,,JAPAN", jeansy i czerwone skarpetki. Uczesałem – próbowałem uczesać – włosy i zrobiłem sobie na czubku małą kiteczkę przewiązaną czerwoną gumką.
Zdążyłem wejść na dół, już zdyszka zaspany, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Idąc do nich szurałem nogami, ale to, co zobaczyłem za nimi, zdołało mnie jako-tako bardziej rozbudzić. Za drzwiami bowiem stał mój senpai.
– Dzień dobry – przywitał się, a po chwili on i jego kolega wybuchnęli śmiechem. Zrobiłem minkę a'la foch.
– Dzień dobry. – wpuściłem ich do domu. – P-przepraszam, ale mogę wiedzieć, kim on jest? – spytam, wskazując chłopaka, który rozglądał się po moim domu.
– On? To mój... Przyjaciel Yuu. Przyszedł zobaczyć, jak dzieci mnie wkurzają. – ruszył do mojego pokoju, a chłopak poszedł za nim. Nie mając innego wyboru ja również się tam udałem.
– Masz całkiem niezły pokój – powiedział Yuu, a ja dopiero teraz zauważyłem, jak bardzo kolor jego włosów był podobny do moich.
– D-dziękuję... – odpowiedziałem niemrawo.
– Okey, dosyć już tych pogaduszek, zabieramy się do roboty – głos senpai'a wyrwał mnie z zamyślenia. Gdy spojrzałem na niego wyciągał notatki i zeszyty z torby. Poszedłem po swój, w którym rozwiązałem tylko dwa zadania, po czym podałem mu go i usiadłem na krześle. Momotetsu obejrzał moje zadania.
– Dwa z dziewięciu zrobiłeś dlatego, że?
– Bolały mnie dłonie i nie mogłem utrzymać długopisu – odpowiedziałem, a on spojrzał na moje dłonie.
– A więc dobrze... Teraz rozwiąż pozostałe. A Ty nie grzeb mu w szafach. – zwrócił się do Yuu, który od razu zatrzasnąk szafkę.
Prychnąłem cicho pod nosem i zacząłem rozwiązywać zadania. Moje policzki lekko paliły z powodu obecności nieznanej mi osoby. Do zadania numer pięć było wszystko okey... Potem zaczęły się schody.
– Nie, nie, robisz to źle. – Rin zaczął mi tłumaczyć, co idzie mi nie tak, podczas gdy ja próbowałem go słuchać i równocześnie wbijać to wszystko sobie do głowy. Po chwili mój wyraz twarzy musiał być dość zdezorientowany, bo chłopak siedzący na łóżku zaczął się śmiać. Spłonąłem jeszcze większym rumieńcem.





**Rin***



– Dzień dobry. P-przepraszam, ale mogę wiedzieć, kim on jest? – Zapytał wpuszczając nas do mieszkania. A następnie wskazał na chłopaka, który jak zawsze wszędzie się gapił.
– On? To mój... Przyjaciel Yuu. Przyszedł zobaczyć, jak dzieci mnie wkurzają. – Odparłem i razem z Yuu poszedłem do pokoju chłopaka.
– Masz całkiem niezły pokój.- Yuu znów zaczął komplementować, nie zdziwił bym się jak by czegoś potem chciał. Cały Yuu.
– D-dziękuję... – Mruknął cicho, a ja postanowiłem zabrać się w końcu za naukę. Tylko po to tutaj byłem.
– Okey, dosyć już tych pogaduszek, zabieramy się do roboty.- Pstryknąłem chłopaka w czoło, ponieważ wydawał się zamyślony. Szybko podszedłem do torby i wyciągnąłem z niej notatki i ćwiczenia.
Czekałem aż chłopa łaskawie poda mi swój zeszyt z uzupełnionymi zadaniami ale to co tam zobaczyłem nie zadowoliło mnie.
– Dwa z dziewięciu zrobiłeś dlatego, że?- Zapytałem oddając mu zeszyt.
– Bolały mnie dłonie i nie mogłem utrzymać długopisu.- Spojrzałem na jego dłonie, które nie były już zabandażowane więc mógł spokojnie zrobić zadania, no ale już mu odpuszczę.
– A więc dobrze... Teraz rozwiąż pozostałe. A Ty nie grzeb mu w szafach!– Krzyknąłem na Yuu, który wszędzie czuł się jak by był u siebie.
Podszedłem do chłopaka i uderzyłem go w głowę po czym zacząłem prawić mu kazania na temat tego że ma nie grzebać innym w szafkach. Kazałem mu grzecznie siedzieć ale jak to Yuu... on nigdy nie słucha.
– Nie, nie, robisz to źle.- Powiedziałem gdy zobaczyłem wszystkie odpowiedzi. Chłopak kompletnie się pogubił. Nachyliłem się nad nim lekko i zacząłem mu tłumaczyć wszystko od podstaw. Po chwili zorientowałem się że kilka guzików z mojej koszuli jest rozpiętych.
-Och bądź cicho!- Rzuciłem w chłopaka gumką gdy tylko usłyszałem jak się śmieje, sam mądrzejszy nie był. Ale nie miałem cierpliwości aby dawać mu korki.
-Senseiii... przepraszam.- Powiedział i znów zaczął się śmiać, miałem już go dość i chciałem go z tamtąd wyrzucić ale widząc uśmiech Yuki'ego postanowiłem że Yuu zostanie.
-Skup się na zadaniach. Nie zwracaj uwagi na tego idiotę.- Znów nachyliłem się nad chłopakiem i wróciłem do tłumaczenia, ale jego twarz zrobiła się delikatnie czerwona. Myślałem że dostał gorączki.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz