Będzie to opowiadanie pisane z perspektywy Rin'a jak i Yuki'ego
***Rin***
-B-bardzo przepraszam za spóźnienie ale m-musiałem zostać trochę dłużej... w p-pracy.- Do pokoju wbiegł zdyszany chłopak.
-No cóż już trudno, siadaj i wyciągaj zeszyty.- Wstałem z krzesła i chwyciłem za oparcie czekając aż chłopak łaskawie na nie usiądzie.
-T-tak. Już podaję, ach przepraszam zapomniałem się przedstawić jestem Yuki Toro.- Podał mi swoją dłoń i czekał aż ja zrobię to samo, więc też tak zrobiłem.
-Momotetsu Rin, z czym masz największy problem? Bo twoja mama mówiła że dość dużo tego jest.- Gdy chłopak usiadł na krześle przysunąłem je lekko do biurka i nachyliłem się nad nim aby zobaczyć co tam ma w zeszytach. Sam nie wiedziałem dlaczego ale chłopak zrobił się delikatnie czerwony.
-Matematyka, fizyka i chemia.- Powiedział spuszczając nisko głowę, nie dziwiłem się w końcu to bardzo ciężkie przedmioty, no ale żeby aż trzech nie rozumieć?
-Ech pokaż mi co tam teraz przerabiacie w szkole.- Chwyciłem jeden z pierwszych zeszytów i zacząłem czytać co tam nabazgrał.
-Widzę że będziemy musieli się uczyć od podstaw. Poczekaj chwilkę.- Odłożyłem zeszyt na biurko i podszedłem do swojej torby, z której wyciągnąłem notatki i czysty zeszyt.
-Masz tutaj będziemy ćwiczyć. Spróbuj się chociaż trochę skupić okey?- Znów się nad nim nachyliłem i napisałem mu kilka zadań z matematyki po czym czekałem aż chłopak zacznie pisać.
-Sprawdzimy czego nie rozumiesz, masz spróbuj to rozwiązać.- Podałem mu długopis, a on niepewnie go zabrał z mojej dłoni i zaczął pisać.
-Dzień dobry, Yuki mógłbyś chociaż przyjść po herbatę.- Do pokoju weszła starsza kobieta, która była matką chłopaka.
-P-przepraszam mamo, ale już dość się spóźniłem.- Odpowiedział zabierając filiżanki z herbatą i podał mi jedną, a swoją odstawił na biurko.
-No już wracaj do nauki, mam nadzieję że się w końcu weźmiesz za naukę.- Powiedziała wychodząc i uśmiechnęła się do mnie szeroko.
Chłopak usiadł na krześle a ja tym razem usiadłem obok niego, przez przypadek dotknąłem pleców chłopca na co on gwałtownie zareagował i również nie chcący wylał herbatę na moją bluzkę.
***Yuki***
Zdyszany biegłem po ulicach i chodnikach, aż w końcu dobiegłem do swojego domu. Rzucając buty i kurtkę gdzieś w korytarzu pobiegłem do pokoju i z rozmachem otworzyłem drzwi.
– B-bardzo przepraszam za spóźnienie ale m-musiałem zostać trochę dłużej... w p-pracy. – odpowiedziałem zdyszany obserwując swojego korepetytora.
– No cóż już trudno, siadaj i wyciągaj zeszyty. – odpowiedział wstając z krzesła i chwytając je za oparcie. Prawdopodobnie czekał, aż ja łaskawie usiądę.
– T-tak. Już podaję, ach przepraszam zapomniałem się przedstawić jestem Yuki Toro. – podałem mu swoją rękę i czekałem, by zrobił to samo, co po chwili nastąpiło.
– Momotetsu Rin, z czym masz największy problem? Bo twoja mama mówiła że dość dużo tego jest. – usiadłem na krześle, a sensei przysunął je delikatnie do biurka, po czym nachylił się nade mną, by zobaczyć treść moich zeszytów. Nie byłem przyzwyczajony do czegoś tego, w związku z czym na moich policzkach pojawiły się soczyste rumieńce.
– Matematyka, fizyka i chemia. – bardziej wymamrotałem niż powiedziałem i spuściłem głowę. W końcu to trzeba być mną, by nie rozumieć takich banalnych rzeczy. Pff.
– Ech pokaż mi co tam teraz przerabiacie w szkole. – chwycił pierwszy z moich zeszytów i zaczął go czytać. Chwała mi za to, że mam ładne pismo, a nie iście lekarskie, jak połowa osób z klasy.-
-Widzę że będziemy musieli się uczyć od podstaw. Poczekaj chwilkę. – odłożył zeszyt z powrotem na biurko i podszedł do swojej torby, z której wyciągnął notatki i pusty zeszyt. – Masz tutaj będziemy ćwiczyć. Spróbuj się chociaż trochę skupić okey? – znów się nade mną nachylił i napisał mi kilka zadań z matematyki, po czym czekał, aż zacznę je rozwiązywać.
– Sprawdzimy czego nie rozumiesz, masz spróbuj to rozwiązać. – podał mi długopis, a ja niepewnie wyciągnąłem go z jego dłoni i zacząłem pisać.
– Dzień dobry, Yuki mógłbyś chociaż przyjść po herbatę. – do pokoju weszła moja mama. Odwróciłem się w jej stronę. Na swoich zwyczajnych ciuchach miała kolorowy fartuszek, a kasztanowe włosy upięła w kok. W dłoniach trzymała tackę z herbatą.
– P-przepraszam mamo, ale już dość się spóźniłem.- Odpowiedziałem zabierając filiżanki z herbatą, po przym podałem jedną mężczyźnie, a swoją odstawiłem na biurko.
-No już wracaj do nauki, mam nadzieję że się w końcu weźmiesz za naukę.- Powiedziała wychodząc i uśmiechnęła się do niego szeroko. Co jak co, ale oni to już się chyba zaczęli dogadywać.
Usiadłem na krześle, a on tym razem usiadł obok mnie, przez przypadek dotykając moich pleców na co gwałtownie zareagowałem i , również niechcący, wylałem herbatę na jego bluzkę.– A-ano przepraszam! – wykrzyknąłem, czując, jak moje policzki znów oblewają się czerwienią. Wstałem, by iść zapytać się mamy, czy mogę pożyczyć jedną z koszul taty, ale Rin mnie zatrzymał, chwytając za nadgarstek, przez co znów spaliłem buraka.
***Rin***
-A-ano przepraszam!- Chłopak krzyknął tak głośno że nie zdziwił bym się jak by go usłyszeli w sąsiednim mieście.
Nagle zobaczyłem jak chłopak chciał wybiec z pokoju, na pewno chciał załatwić jakąś koszulkę na zmianę lub po prostu uciec od winy.
-Zostań tutaj, nie rób z tego afery.- Chwyciłem go za nadgarstek a on zrobił się jeszcze bardziej czerwony co tylko mnie rozśmieszyło.
Rozpiąłem guziki z mojej koszuli i powoli ją z ściągałem. Co chwila spoglądając w stronę młodszego chłopaka, który tylko zakrywał swoją twarz dłońmi.
-Mam tutaj bluzkę z w-f.- Podszedłem pół nagi do swojej torby i zacząłem w niej grzebać aż w końcu wyciągnąłem luźny biały t-shirt i szybko go na siebie narzuciłem.
-Skup się na zadaniach, ja zaraz wracam i zobaczę ile zrobiłeś.- Powiedziałem i wskazałem mu palcem krzesło aby na nim usiadł i zaczął się uczyć.
Sam za to wyszedłem z jego pokoju i zszedłem po schodach do kuchni gdzie znalazłem jego matkę, sam bałem się jakoś kobiety ale przecież nie chciałem mieć plamy na koszuli więc musiałem poprosić kogoś o pomoc.
-Przepraszam, czy mogłaby mi pani z tym pomóc? Przez przypadek oblałem się herbatą.- Widziałem jaka była dla Yuki'ego więc wolałem wziąć całą winę na siebie niż na biednego chłopaka.
-Och oczywiście że tak. Proszę się tym nie przejmować, już się za to biorę.- Szybko zdjęła z siebie fartuszek i zabrała moją koszulę biegnąc do kuchni.
Postanowiłem że wrócę do chłopaka, który na pewno ma jakiś problem z zadaniami. Gdy wszedłem na pierwszy schodek usłyszałem jak coś... a raczej ktoś się przewraca.
-Co ty tutaj robisz?- Zapytałem, a następnie pomogłem mu się pozbierać z podłogi. Chłopak najwyraźniej był niezdarą i to ogromną.
***Yuki***
-Zostań tutaj, nie rób z tego afery – powiedział, gdy chwycił mnie za nadgarstek. Moje rumieńce go pewnie rozbawiły... Ale to nie moja wina, że tak reaguję!
Gdy zobaczyłem, jak rozpina guziki swojej koszuli zasłoniłem twarz dłońmi.
– Mam tutaj bluzkę z w-f. – słyszałem, jak podszedł do swojej torby i zaczął ją przeszukiwać. Po chwili chyba znalazł ta bluzkę, bo słyszałem dźwięk zakładanego materiału.
Skończyłem zakrywać dłońmi swoją zarumienioną twarz.
– Skup się na zadaniach, ja zaraz wracam i zobaczę ile zrobiłeś. – Powiedział i wskazał mi palcem krzesło, abym na nim usiadł i zaczął się uczyć. Zrobiłem to, co kazał, a on w tym czasie wziął swoją koszulkę i, prawdopodobnie, ruszył do mojej mamy, prosić, by mu ją uprała.
Uch... Zrobiłem dwa zadania, gdy spostrzegłem, że herbata Rin'a wystygła. Wziąłem więc oby dwa kubki z zamiarem odniesienia ich do kuchni. Gdy wychodziłem z pokoju zamknąłem otwarte drzwi, poprzez popchnięcie ich stopą.
Robiłem właśnie krok, na drugi schodek, gdy oczywiście musiało znaleźć się tam coś mokrego i zleciałem na parter. Szklanka się stłukła, a jej kawałki wbiły mi się w rękę.
– Co ty tutaj robisz? – spytał mężczyzna i pomógł mi się podnieść.
– A-a no, chciałem o-odnieść szklanki do kuchni, ale się p-poślizgnąłem... – wymamrotałem, wyjmując kawałki kubka z dłoni
***Rin***
-Masz tu gdzieś apteczkę?- Zapytałem czekając aż chłopak mi odpowie, ale on był skupiony na tym aby samemu sobie to powyciągać.
-Zostaw bo zrobisz sobie jeszcze większą krzywdę, ech ja nie byłem taki głupi w twoim wieku.- Pstryknąłem go w czoło i znów zapytałem.
-Powinna być w tamtej szafce.- Wskazał zakrwawionym palcem na górną szafkę, więc podszedłem do niej i zacząłem szukać apteczki.
-Co się znów stało? Yuki coś narobił?- Do kuchni weszła matka chłopaka, znów spojrzała na niego jak by całe zło na świecie to jego wina. No ale cóż każda matka inna.
-Przewróciłem się tylko...- Odpowiedział spuszczając smutno głowę i znów zaczął grzebać w szkle które było w jego dłoniach.
-Powiedziałem zostaw to, mogłaby pani mi pomóc?- Chwyciłem go za dłonie i zobaczyłem że jego uszy są czerwone, podejrzewałem że jego twarz także.
-Tak już podchodzę.- Powiedziała lekko zawstydzona i szybko zaczęła chłopaka opatrywać. Widziałem jak kręci się na stołku, no cóż takie rany musiały poważnie boleć.
-Proszę Cię, uważaj bardziej bo kiedyś serio sobie coś zrobisz.- Powiedziała kobieta obejmując swoje dziecko delikatnie i pocałowała go w czoło.
-Dobrze mamo, przepraszam bardzo.- Odpowiedział i poszedł do swojego pokoju, a ja zapytałem gdzie jest łazienka i udałem się obmyć swoje dłonie, które były zakrwawione.
-No to z pisania chyba nici. Przyjdę jutro, ponieważ czeka już na mnie kolejny dzieciak. Tutaj masz notatki, poucz się trochę.- Powiedziałem po wejściu do pokoju chłopaka, zabrałem swoje rzeczy i podałem mu notatki.
***Yuki***
-Serio jesteś dziwny. Chodź trzeba się tym odpowiednio zająć.- Wziął mnie na ręce, chyba tylko po to, abym w to nie wdepnął. Posadził mnie na krześle w kuchni i zaczął się rozglądać.
–Masz tu gdzieś apteczkę? – zapytał o coś, ale nie odpowiedziałem. Zbyt skupiony byłem na tym, by wyciągnąć resztki szkła z dłoni.
– Zostaw bo zrobisz sobie jeszcze większa krzywdę, ech ja nie bylem taki głupi w twoim wieku. – Pstryknął mnie w czoło i znów zapytał o apteczkę
– Powinna być w tamtej szafce. – Wskazałem zakrwawionym palcem na górna szafkę, a on podszedł do niej, szukając apteczki.
-Co się znów stało? Yuki coś narobił?- Do kuchni weszła moja mama. Spoglądała na mnie, jakby to wszystko co tutaj się wydarzyło było moją winą i jakbym to ja odpowiadał za całe zło świata. Jeezu...
-Przewróciłem się tylko... – Odpowiedziałem spuszczając smutno głowę i znów zacząłem grzebać w szkle, które było w moich dłoniach.
–Powiedziałem zostaw to, mogłaby pani mi pomoc? – Senpai chwycił mnie za dłonie. Poczułem, że moje policzki zalewa czerwień, a on pewnie zauważył moje czerwone uszy.
–Tak już podchodzę. – Powiedziała lekko zawstydzona mama i szybko zaczęła mnie opatrywać. Czułem się, jak niepełnosprawny. Z powodu lekkiego dyskomfortu i bólu w dłoniach kręciłem się na stołku.
–Proszę Cię, uważaj bardziej, bo kiedyś serio sobie coś zrobisz. – Powiedziała obejmując mnie delikatnie i całując lekko w czoło. Moje policzki jeszcze bardziej się rozgrzały.
–Dobrze mamo, przepraszam bardzo. – odpowiedziałem i poszedłem do swojego pokoju. Słyszałem jeszcze, jak mężczyzna wchodzi do łazienki. Chyba po to, by umyć ręce...
–No to z pisania chyba nici. Poćwicz, a ja przyjdę jutro, bo mam jeszcze innego dzieciaka. – powiedział, spakował się i wyszedł.
Pożegnałem go cicho, a potem schowałem zeszyty. Dłonie za bardzo mnie bolały, bym mógł coś napisać. Położyłem się na kanapie, a po chwili usnąłem.
***Rin***
-Powinienem jak najszybciej skończyć z udzielanie korepetycji, te dzieci są coraz to głupsze.- Mówiłem sam do siebie wychodząc z mieszkania chłopaka.
-Przepraszam, jutro Pan przyjdzie o tej samej godzinie?- Z mieszkania wyskoczyła mama Yuki'ego. Uśmiechnięta od ucha do ucha czekała na moją odpowiedź.
-Nie wiem, jeszcze się skontaktuję. Niech pani da mój numer Yuki'emu dobrze?- Odpowiedziałem i pożegnałem się grzecznie.
Odwróciłem się szybko i poszedłem w kierunku mojej uczelni, ponieważ byłem umówiony z moim przyjacielem.
-Halo? No już idę, przedłużyło mi się troszkę. Nic ci się nie stanie jak chwilę poczekasz.- Burknąłem do telefonu i schowałem go do kieszeni.
Przyśpieszyłem kroku ponieważ nie chciałem żeby czekał na mnie zbyt długo, pierwszy raz mi się zdarzyło gdzieś spóźnić.
-Słuchaj, mam propozycję. Szykuje się niezła impreza u mojego kolegi. Idziemy?- Zapytał od razu gdy mnie zobaczył przy drzwiach wejściowych.
-A kiedy? Dobrze wiesz że nie mam za dużo czasu, muszę z czegoś utrzymać darmozjada.- Mowa tutaj o mojej kochanej siostrzyczce.
-Jutro, powiedziałem że przyjdziemy no weź. Oj przecież ja chętnie się nią zajmę.- Uśmiechnął się głupio.
-Dobra, postaram się przyjść ale nie obiecuję. Dobra ja się zbieram bo Misaki sama sobie obiadu nie ugotuje, cześć.- Machnąłem ręką i wyszedłem ze szkoły.
-Ej czekaj! Chętnie z Tobą pójdę, nie mam dziś dobrego obiadku a ty tak dobrze gotujesz.- Fakt chłopak nie miał zdolności kulinarnych.
-Ale Yuu czy ty czasem nie miałeś poprawiać jakiegoś sprawdzianu?- Zapytałem odpychając go od siebie, był stanowczo za blisko.
-Już dawno poprawiłem, tak się spóźniłeś że musisz mi się odpłacić dobrym obiadkiem.- Chłopak objął mnie ramieniem i uśmiechnął się szeroko.
-Ech dobra chodź już. Ale nie wiem co będzie na obiad.- Westchnąłem ciężko i ruszyliśmy razem w kierunku mojego domu.
Szliśmy całą drogę zagadani, przy nim nigdy nie mogłem być cicho a on nie mógł trzymać gęby na kłódkę. Ale właśnie za to go tak bardzo lubiłem.
-Wróciłem!- Krzyknąłem otwierając drzwi i zdjąłem swoje buty, odwiesiłem płaszcz na wieszak, a torbę położyłem obok.
-Ja także!- Krzyknął rzucając swoje rzeczy gdzie popadnie i poleciał do salonu gdzie siedziała Misaki.
-Ej Yuu! Chodź posprzątać.- Dobrze wiedziałem że i tak nie przyjdzie więc ja posprzątałem za niego i poszedłem do kuchni.
-Rin... po co żeś tu przyprowadził tego durnia?- Zapytała podchodząc do mnie i usiadła na krześle przy blacie.
-Jestem mu winien obiad, właśnie co chcesz zjeść?- Zapytałem wyciągając szklanki i sok, po czym nalałem do każdej trochę.
-Smażony ryż z Kimchi.- Odpowiedziała to co zawsze, nie wiem dlaczego tak bardzo lubiła to jeść. Mi to za bardzo nie smakowało.
Zabrałem się do gotowania a Yuu razem z Misaki zaczęli grać na playstation. W końcu ukończyłem obiad i zawołałem resztę do stołu.
***Yuki***
Obudziłem się około 18. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to biała kartka, która leżała na moim biurku. Wlokąc powoli nogami podszedłem do mebla i wziąłem cienki papier w dłonie, po czym zacząłem czytać.
,,Skarbie, pewnie dopiero niedługo się obudzisz, a ja muszę jechać do kwiaciarni. Na Twoje nieszczęście pracuję dziś dłużej, ale mam nadzieję, że sobie poradzisz. Może Rika Cię odwiedzi.
Całuję,
Mama."
Taa, mogłem się spodziewać, że to zrobi... Dlaczego ona traktuje mnie jak dziecko?!
Co do dziewczyny... Rika, jest moją przyjaciółką praktycznie od piaskownicy. Jest w moim wieku. Ma dwu kolorowe włosy, połowę blond zaś drugą połowę w kolorze mlecznej czekolady. Jej oczy są strasznie ciemno brązowe. Trudno mi to przyznać, ale... Jest wyższa ode mnie. Choć... Płaska jak deska również jest, ale za to, ma bardzo ładną figurę.
Westchnąłem i zgniotłem kartkę, po czym wrzuciłem ją do śmietnika. Ręce mnie aż tak nie bolały, jak jeszcze parę godzin temu, więc mogłem zrobić sobie coś do jedzenia, a potem po odrabiać zadania, napisane przez Senpai'a.
Zszedłem po schodach na dół do kuchni. Wziąłem podłużną szklankę z suszarki i nalałem sobie do niej pomarańczowego soku, po czym usiadłem na blacie. Chwilę potem rozległ się dzwonek, który mnie strasznie zaskoczył. Odkładając szklankę podszedłem do drzwi.
Gdy je otworzyłem moim oczom ukazała się postać Riki. Miała na sobie czarno-białą czapkę pandę, czarny płaszczyk, biały wełniany szalik, wełniane rękawiczki na jeden palec, a na nogach miała czarne trapery z białymi językami.
-Hej Rika.- przywitałem się z nią, po czym z uśmiechem wpuściłem ją do domu.
-Helo. Mam dziwne wrażenie, że mnie oczekiwałeś. — dziewczyna zaczęła ściągać z siebie ubranie wierzchnie. Pod spodem miała brązową bluzę z królikiem, która sięgała jej połowy ud i czarne dżinsy.
Zaprowadziłem ją do salonu i podałem sok.
— W sumie... To moja mama wiedziała, że przyjdziesz... — nerwowo podrapałem się po mojej czarnej czuprynie, a ona zachichotała.
— Nie mniej jednak, przyszłam spytać, jak minął Ci pierwszy dzień korepetycji? — odstawiła szklankę i podkulnęła pod siebie nogi, kładąc na kolanach poduszkę.
— Nie było aż tak źle... — odpowiedziałem po chwili — Tylko, że pod koniec zrobiłem z siebie totalnego matoła, spadając ze schodów i wbijając sobie szklankę w dłoń...
— Eh... Czego innego można było się po tobie spodziewać — powiedziała teatralnym tonem, lecz miała uśmiech na twarzy.
Zaśmiałem się i sięgnąłem za siebie po poduszkę.
— Ty~! — trzasnąłem poduszką Rikę, a ona mi oddała. Rozpętała się istna wojna na poduszki, a pierz latał wszędzie.
Wasze komentarze to nasza radość <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz