niedziela, 26 stycznia 2014

Rozdział 3.

***Yuki***



– Och bądź cicho! – senpai rzucił gumką do mazania w śmiejącego się Yuu.
– Senseiii... Przepraszam – wydukał dławiąc się śmiechem. Wyglądał tak zabawnie, że sam zacząłem się jeszcze bardziej śmiać.
– Skup się na zadaniach. Nie zwracaj uwagi na tego idiotę. – Momotetsu ponownie się nade mną pochylił i zaczął tłumaczyć. Przysiągłbym, że jeszcze przed chwilą chciał wywalić chłopaka z pokoju, no ale cóż.
Co do zadań zajęliśmy się fizyką, którą rozumiałem mniej od matmy (a musicie wiedzieć, że matma leżała u mnie na poziomie 0). Po prostu nie kumałem tych przedmiotów. I choć z chemii byłem trójkowym uczniem mama uparła się na korepetycje.
– Dlaczego to musi być takie trudne? – głowiłem się nad zadaniem, które początkowo wydało się proste. Lecz takie nie było.
– Ech... Nie jest trudne, wystarczy pomyśleć. – zdaje mi się, że Rin-sama zaczyna tracić do mnie nerwy. No bo kto chciałby uczyć dzieciaka, który kompletnie nic nie rozumie i nie chce mu się myśleć? Chyba nikt...
– Wy tu sobie zakuwajcie, a ja idę sobie obejrzeć domek. – ledwo zdążyłem się odwrócić, a spotkał mnie jedynie dźwięk i obraz zamykanych drzwi. Zaniepokoiłem się i spojrzałem na senpai'a.
– Spokojnie, ten idiota raczej nie powinien niczego zabrać. – wrócił do pisania zadań. To żeś mnie człowieku uspokoił. Mam teraz spokojnie pisać? Z kim ja się zadaję?
– Mam nadzieję – odpowiedziałem zgodnie z prawdą i zabrałem się za pisanie.


Nie minęło pięć minut, jak zadzwonił telefon z korytarza.
– A-ano, pójdę odebrać. – wyszedłem z pokoju i podniosłem słuchawkę.
– Halo?
– Siemasz braciszku~! – w słuchawce usłyszałem miękki, radosny głos, którego brakowało mi przez dwa lata.
– Lucius~. Co u was słychać? – spytałem. W sumie z nim, jak i z tatą i Makoto, żoną Luciusa, nie widziałem się tak długo. Dlaczego? Ponieważ przenieśli się do Szkocji, po rozwodzie rodziców, a sami dorośli, mimo rozwodu, zostali przyjaciółmi.
– Wspaniale~! Musisz tutaj kiedyś przyjechać. – zapewne się uśmiechnął. – A poza tym mam dla ciebie wiadomość i niespodziankę~!
– Co to za wiadomość? – oparłem się o parapet.
– Przyjedziemy do ciebie, całą trójką, w przyszłym tygodniu~! –Po usłyszeniu tego wydałem z siebie wysoki i głośny pisk, jak dziewczyna. Byłem tak bardzo szczęśliwy~!
– A co to za niespodzianka~? – spytałem.
– Dowiesz się w swoim czasie. Braciszku muszę kończyć, bo skończyła się przerwa w pracy, paa~! – rozłączył się.
Cały w skowronkach odłożyłem telefon. W pełni rozbudzony pobiegłem do swojego pokoju. Od razu po otworzeniu drzwi spotkał mnie wzrok Momotetsu.


***Rin***


-Dobrze, tylko się pośpiesz.- Mruknąłem ale dopiero po tym jak chłopak opuścił pokój. Postanowiłem na chwilę odpocząć więc usiadłem na krześle i westchnąłem ciężko ale po chwili poszedłem zobaczyć co robi Yuu, dość długo go nie było co mnie bardzo niepokoiło.
-Co ty znów robisz? Zachowuj się.- Zdzieliłem chłopaka po głowie widząc jak lata po pokojach i grzebie ludziom w szafkach.
-Oj no weź, przecież ja tylko patrzę co ciekawego tutaj mają.- Zaśmiał się i powrócił do swoich czynności, ja tylko zdjąłem okulary i przetarłem oczy. Strasznie mnie bolały a przecież to był początek dnia.
-Yuu błagam Cię, idź do pokoju Yuki'ego i siedź tam grzecznie dobra?- Pociągnąłem go za koszulkę aby przestał grzebać w szafie.
-Dobra, dobra. Mógł byś wyluzować wiesz?- Wyszedł z pokoju ale ja i tak wiedziałem że mnie nie posłucha.
Postanowiłem wrócić do pokoju, Yuki na pewno już na mnie czekał a ja użerałem się jak głupi z Yuu. Szybko poszedłem w kierunku pokoju chłopaka, który okazał się pusty. Westchnąłem ciężko i usiadłem na krześle wpatrując się w drzwi.
-Możemy kontynuować?- Zapytałem widząc jak do pokoju wbiega szczęśliwy chłopak. Cóż wątpię żeby był taki szczęśliwy przez moje lekcje.
-T-tak, już idę.- Mruknął i usiadł na krześle, które przed chwilą zwolniłem. Spojrzałem na niego, nasz wzrok się zderzył a jego twarz ogarnęła się czerwienią.
-Masz teraz rozwiąż to okey? Tylko że patrz takim sposobem.- Wziąłem czystą kartkę i zacząłem mu tłumaczyć. Chłopak po chwili załapał o czym mówię i zaczął rozwiązywać zadania, ja natomiast usiadłem na krześle obok i bacznie obserwowałem jak chłopak się uczy.
-A no, Sensei a to?- Zapytał wskazując długopisem na ostanie zadanie, wstając zabrałem mu długopis z dłoni i rozpisałem zadanie tłumacząc mu je krok po kroku.
-Masz teraz pomyśl nad tym okey?- Nachyliłem się nad nim delikatnie i obserwowałem jak robił zadania. Po chwili jednak przestał ale nie wiedziałem dlaczego.
-Mógłbyś usiąść? Czuje się niezręcznie...- Powiedział, a ja zauważyłem jak jego policzki robią się czerwone, uśmiechnąłem się pod nosem i nachyliłem się bardziej.
-Ale przecież muszę pilnować żebyś robił to dobrze, skup się na zadaniach.- Powiedziałem cicho do jego ucha i oparłem swoje ręce na biurku.



***Yuki***


Zarumieniłem się jeszcze bardziej, gdy pochylił się nade mną. Miałem dziwne wrażenie, że mój własny nauczyciel się nade mną znęca. A nie powinienem go mieć. Pff... Skomplikowane. Ale serio... To się zaczyna robić dziwne i przyprawia mnie o dyskomfort. Odwróciłem się w jego stronę.
– A-ano senpai... Mógłbyś się tak bardzo nie pochylać? – spytałem z jęknięciem w głosie. Czy ja muszę być takim jąkałą? Nie lubię siebie za to.
Momotetsu-sama popatrzył chwile na mnie (i to bardzo uważnie) przez co wyglądałem już jak prawdziwy burak, po czym wreszcie wyprostował się troszkę. Odetchnąłem z radości i wróciłem do zadań.
– To zrobiłeś źle. – wziął korektor i wymazał całe działanie, które uznawałem za zrobione dobrze.
– A-a na pewno nie było okay? – znów spytałem patrząc na niego nieufnie. Zmazywał mi prawie każde zadanie! Spojrzałem na zeszyt. Cztery zadania pod rząd były skorektorowane i musiałem je zacząć od nowa.
– Na pewno. – senpai uśmiechnął się przebiegle i na nowej kartce zaczął kreślić kolejne zadnia, które miały w sobie niewiadome. A ja tego tak bardzo nie lubiłem! W dodatku znów zaczęła ogarniać mnie senność. Czy gorzej już być nie może?!
– Nie zamyślaj się, tylko rób te zadania. – ponownie usłyszałem jego głos. Zaręczam, ze będzie mi się śnił. I to nie dlatego, że był taki miękki i przyjemny! … Tego nie było.
Westchnąłem i wróciłem do zadań. Po chwili poczułem pod powiekami piach, a oczy przysłoniła mi mgiełka zaspania. Momotetsu-sama coś do mnie mówił, ale nie słyszałem go już. Zamknąłem oczu i z lekkimi rumieńcami opadłem głową na biurko. Moje czarne włosy rozłożyły się na zeszycie, a sam zapadłem w sen.





***Rin***


-Hej! Nie zasypiaj jak tutaj jestem, masz się uczyć.- Potrząsnąłem jego ramionami a chłopak się przebudził. Ledwo co kontaktował więc westchnąłem ciężko.
-Ja wcale nie śpię.- Mruknął chwiejąc się na boki, widać zarywał nocki ale jestem pewny że nie na naukę. Inaczej nie robił by takich błędów.
-Coś ty w nocy robił? Jak wiedziałeś że masz korepetycje to powinieneś trochę dłużej pospać.- Pstryknąłem go w czoło i usadziłem porządnie. Skoro już tu jestem, to chociaż spróbuję go czegoś nauczyć.
-Rika u mnie była... zamęczyła mnie, już postaram się skupić.- Spojrzałem na niego z wielkim zdziwieniem, taki młody i już dziewczyny w domu na noc... no ale Yuu był o wiele lepszy w jego wieku.
-Z dziewczyną powinieneś się spotykać w dzień, a nie w nocy wiesz? Jak teraz jesteś taki... to jak ty wyglądałeś wtedy? Co tu się musiało robić.- Złapałem się za głowę i patrzyłem jak chłopak z ledwo co otwartymi oczyma robi zadania.
-Dobra to nie ma sensu. Jak będziesz chciał serio się pouczyć to daj mi znać. Ugadamy się i gdzieś się spotkamy, ja nie mam czasu na takie zabawy.- Zabrałem wszystkie swoje rzeczy i wyszedłem z pokoju chłopaka.
-Yuu! Zbieramy się do domu!- Krzyknąłem a chłopak zaraz wyskoczył z pierwszego lepszego pokoju.
-Dobra, dobra. Ale co tak szybko? Zawsze zostajesz dłużej.- Burknął i poszedł do pokoju chłopaka po swoją torbę, dość długo nie wracał więc zacząłem się martwić że coś mu zrobi. Miałem już iść zobaczyć co się robi ale chłopak wybiegł z pokoju.
-Sorry, położyłem go na łóżko bo zasypiał na siedząco. Chodźmy.- Uśmiechnął się szeroko i pociągnął mnie za rękę w kierunku drzwi wyjściowych.




***Yuki***

Po porannej drzemce obudziłem się dopiero przed 15. Mamy jeszcze nie było, więc pewnie moim obiadkiem, kolejny dzień z rzędu, będzie przepyszna zupka chińska. Aż na samą myśl ślinka mi cieknie. No, ale żeby to zjeść, to muszę zwlec swe zwłoki z łózka.
Mruknąłem coś niewyraźnie i przekręciłem się na wyrku tak, że i zaplatałem się w prześcieradło, i zleciałem na ziemię z łoskotem. Zakląłem pod nosem i wyplątałem się z niebieskiego materiału. Poprawiłem włosy niedbałym ruchem ręki i zszedłem na dół, nie przejmując się tym, że za duża bluza zsunęła mi się z lewego ramienia.

W kuchni zrobiłem sobie pyszny rosół z paczki. W czasie gdy go jadłem, napisałem do Momotetsu-sama sms'a, że mógłby przyjść o 17. Czemu napisałem? Proste - bo nie lubiłem dzwonić. Niefortunnie parę minut potem dostałem sms'a od Riki, mówiący o tym, iż ona również mnie odwiedzi... o 17. Walnąłem czołem o stół. Gorzej już chyba być nie może.



***Rin***


Wróciłem do domu razem z Yuu, który jak zawsze był blisko mnie. Nigdy nie chciał mnie opuścić sam nie wiedziałem dlaczego. Był dla mnie jak młodszy wkurzający ale i kochający braciszek. Którego czasem miałem dość.
-Rin, co zrobisz mi na obiad?- Zapytał rzucając się na kanapę i spojrzał na mnie znów tym samym błagalnym wzrokiem.
-Człowieku, masz dziewiętnaście lat. Chyba możesz sam sobie coś ugotować nie?- Rzuciłem torbą na fotel i poszedłem do kuchni.
-Chcesz żebym chałupę z dymem puścił? Serio tego chcesz?- Gwałtownie wstał z kanapy i usiadł na krześle przy blacie, na którym aktualnie kroiłem warzywa.
-Idź sprawdzić czy Misaki jest w domu.- Popchnąłem go w stronę pokoju dziewczyny, a on lekko zawstydzony poszedł za moim rozkazem.
-Aktualnie się przebiera.- Wrócił i trzymał się za swój prawy policzek, był czerwony czyli wszedł jak zawsze bez pukania.
-Tak ciężko czasem zapukać?- Zapytałem wrzucając wszystkie warzywa na patelnię i zacząłem robić ryż.
-Weź się nie odzywaj... ale twoja siostra ma całkiem niezłe ciałko.- Powiedział uśmiechając się szeroko.
-Ech Misaki, chodź na obiad!- Krzyknąłem i zacząłem nakładać na talerze. Nagle dostałem sms'a od Yuki'ego. Chciał się spotkać o siedemnastej.
-Misaki, poradzisz sobie w domu? Ja muszę iść do ucznia.- Mruknąłem zdejmując fartuch i usiadłem razem z dwójką do stołu po czym zabrałem się za jedzenie.
-Ja jej tutaj dopilnuję. Nie masz się co martwić.- Właśnie o to się martwiłem, Yuu sam z Misaki? Źle się skończy, oj źle.
-Dobra to ja się zaraz będę zbierać. Posprzątaj dziś po obiedzie.- Wstałem od stołu i powędrowałem do swojego pokoju gdzie spakowałem ćwiczenia i książki do torby. Przebrałem się i zabierając torbę opuściłem pokój.
-To ja wychodzę, wrócę około dziewiętnastej.- Rzuciłem na wychodne i zamknąłem za sobą drzwi. Powoli powędrowałem do mieszkania chłopaka.
-Dobry wieczór.- Przywitałem się widząc jak chłopak otwiera drzwi, grzecznie wpuścił mnie do środka gdzie zdjąłem buty i płaszcz.
-Dobry wieczór.- Zza ściany wyskoczyła bardzo kolorowa i dziwna dziewczyna. Przywitałem się również z nią i powędrowałem do pokoju Yuki'ego.
-Lepiej się już czujesz?- Zapytałem kładąc torbę na biurku i wyciągnąłem z niej książkę, zeszyt ćwiczeń i kilka pustych kartek.
Zabrałem torbę i odsunąłem się lekko, czekałem aż chłopak usiądzie na krzesło obok mnie. W końcu się pofatygował i usiadł.
-Masz, rozwiąż te zadania... czujesz się już lepiej?- Zapytałem siadając bliżej chłopaka i pokazałem w ćwiczeniach które zadania ma robić.
-A-a no lepiej się już czuje. Dziękuję.- Wyszeptał i nagle zrobił się lekko czerwony. Moje kąciki samowolnie się podniosły. Chciałem aby chłopak skupił się na zadaniach, nie na moich czynach.



***Yuki***



Westchnąłem i wziąłem się za zadania. Nie ułatwiała tego niestety ciągle paplająca Rika, która siedziała na moim łóżku.
– Miło mi poznać korepetytora Yuki'ego – powiedziała podchodząc do senpai'a i podając mu rękę. – Jestem Rika.
– Momotetsu Rin – przestawił się ściskając jej dłoń. Rika usiadła obok mnie na krześle, opierając łokieć na biurku, na głowę na dłoni.
– Yukiś musi być strasznie nie kumającym uczniem, co? – spytała.
– W sumie... da się go znieść – odpowiedział, pisząc kolejne zadanie. Spoglądał na mnie co chwilę, czy aby dobrze piszę.
– A-ano... Ja tu nadal jestem... – posłałem mordercze spojrzenie w stronę dziewczyny, która tylko się zaśmiała.
– Dobrze, braciszku. Dobrze. – poklepała mnie po głowie. Czasami nie znosiłem tego, że była ode mnie wyższa nawet wtedy, gdy siedziała.
– Jesteście rodzeństwem? – zapytał Momotetsu-sama odrywając się od pisania. Obydwoje się zaśmialiśmy.
– N-nie, po prostu jesteśmy tak dobrymi przyjaciółmi, że Rika t-tak na mnie mówi. – uśmiechnąłem się lekko w jego stronę, a on jakby speszony odwrócił wzrok. Wzruszyłem ramionami powracając do pisania. Chemia nie wydawała się być taka trudna.
Po jakichś dziesięciu minutach Rika skapitulowała ciszę.
– Chce ktoś soczku? – spytała wstając z krzesła.
– Ja p-poproszę pomarańczowy – odpowiedziałem, nadal pisząc zadania. Akurat teraz trafiło mi się ćwiczenie modelowe.
– Jeśli byłabyś tak miła, to mi możesz zrobić kawę – powiedział senpai szukając czegoś w torbie. Czasami wydawać by się mogło, że ona zupełnie jest bez dna, no ale cóż – takie rzeczy tylko w Harry'm Potter'ze.
– Okay, wracam za jakieś.. 10 minut. – uśmiechnęła się i pobiegła do kuchni zamykając za sobą drzwi. Odwróciłem od nich głowę i poleciałem wzrokiem do kolejnego zadania... Serio?
– Z czym ci nie idzie? – odwróciłem głowę w stronę głosu. Momotetsu-sama pochylał się nade mną... bardzo nisko. Zarumieniłem się i spuściłem głowę. Jego dłonie były po obu moich stronach. – Przecież widzę, że patrzysz się w to zadanie, jak sroka w gnat.
– A-ano... Z tym... – wskazałem to zadanie. Mężczyzna tylko prychnął. No tak, przecież on miał to w jednym paluszku. Jeszcze bardziej spłonąłem czerwienią i spuściłem głowę.
– Czeka nas jeszcze długa praca... – zacmokał.




niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 2.

***Rin***



-Powinienem jak najszybciej skończyć z udzielanie korepetycji, te dzieci są coraz to głupsze.- Mówiłem sam do siebie wychodząc z mieszkania chłopaka.
-Przepraszam, jutro Pan przyjdzie o tej samej godzinie?- Z mieszkania wyskoczyła mama Yuki'ego. Uśmiechnięta od ucha do ucha czekała na moją odpowiedź.
-Nie wiem, jeszcze się skontaktuję. Niech pani da mój numer Yuki'emu dobrze?- Odpowiedziałem i pożegnałem się grzecznie.
Odwróciłem się szybko i poszedłem w kierunku mojej uczelni, ponieważ byłem umówiony z moim przyjacielem.
-Halo? No już idę, przedłużyło mi się troszkę. Nic ci się nie stanie jak chwilę poczekasz.- Burknąłem do telefonu i schowałem go do kieszeni.
Przyśpieszyłem kroku ponieważ nie chciałem żeby czekał na mnie zbyt długo, pierwszy raz mi się zdarzyło gdzieś spóźnić.
-Słuchaj, mam propozycję. Szykuje się niezła impreza u mojego kolegi. Idziemy?- Zapytał od razu gdy mnie zobaczył przy drzwiach wejściowych.
-A kiedy? Dobrze wiesz że nie mam za dużo czasu, muszę z czegoś utrzymać darmozjada.- Mowa tutaj o mojej kochanej siostrzyczce.
-Jutro, powiedziałem że przyjdziemy no weź. Oj przecież ja chętnie się nią zajmę.- Uśmiechnął się głupio.
-Dobra, postaram się przyjść ale nie obiecuję. Dobra ja się zbieram bo Misaki sama sobie obiadu nie ugotuje, cześć.- Machnąłem ręką i wyszedłem ze szkoły.
-Ej czekaj! Chętnie z Tobą pójdę, nie mam dziś dobrego obiadku a ty tak dobrze gotujesz.- Fakt chłopak nie miał zdolności kulinarnych.
-Ale Yuu czy ty czasem nie miałeś poprawiać jakiegoś sprawdzianu?- Zapytałem odpychając go od siebie, był stanowczo za blisko.
-Już dawno poprawiłem, tak się spóźniłeś że musisz mi się odpłacić dobrym obiadkiem.- Chłopak objął mnie ramieniem i uśmiechnął się szeroko.
-Ech dobra chodź już. Ale nie wiem co będzie na obiad.- Westchnąłem ciężko i ruszyliśmy razem w kierunku mojego domu.
Szliśmy całą drogę zagadani, przy nim nigdy nie mogłem być cicho a on nie mógł trzymać gęby na kłódkę. Ale właśnie za to go tak bardzo lubiłem.
-Wróciłem!- Krzyknąłem otwierając drzwi i zdjąłem swoje buty, odwiesiłem płaszcz na wieszak, a torbę położyłem obok.
-Ja także!- Krzyknął rzucając swoje rzeczy gdzie popadnie i poleciał do salonu gdzie siedziała Misaki.
-Ej Yuu! Chodź posprzątać.- Dobrze wiedziałem że i tak nie przyjdzie więc ja posprzątałem za niego i poszedłem do kuchni.
-Rin... po co żeś tu przyprowadził tego durnia?- Zapytała podchodząc do mnie i usiadła na krześle przy blacie.
-Jestem mu winien obiad, właśnie co chcesz zjeść?- Zapytałem wyciągając szklanki i sok, po czym nalałem do każdej trochę.
-Smażony ryż z Kimchi.- Odpowiedziała to co zawsze, nie wiem dlaczego tak bardzo lubiła to jeść. Mi to za bardzo nie smakowało.
Zabrałem się do gotowania a Yuu razem z Misaki zaczęli grać na playstation. W końcu ukończyłem obiad i zawołałem resztę do stołu.






***Yuki***



Rika zabawiła u mnie do godziny 21. Nasz czas był całkowicie zapełniony min.: piciem mrożonego shake'a o smaku truskawkowym i coli, oglądaniu filmów, objadaniem się goframi własnej roboty, sprzątaniu kuchni oraz wygłupianiu się, jak i rozmawianiu. W połowie tych czynności Rika była tak zmachana, że musiała spiąć swoje długie fale w wysoki kuc. Ja za to spiąłem swoją grzywkę dwoma, czerwonymi, brokatowymi spinkami... W sumie, to ja byłem za tym, żeby grzywkę spiąć zwyczajną wsuwką, ale Rika się uparła na brokat. Co ja z nią mam?! No, ale w końcu jest moją kochaną przyjaciółką.
Zaśmiałem się do siebie i położyłem ostatnią poduszkę na kanapie, po czym glebnąłem się na nią, włączając TV. Spojrzałem na swoje dłonie. W sumie... Nie bolą mnie, więc chyba je od bandażuję.
Podniosłem się do siadu i prawą ręką chwyciłem wystający kawałek bandaża z lewej ręki. Zacząłem powoli odwijać.
Booożeee, jak on bardzo zawiązał ten bandaż? Minęło 5 minut i dopiero teraz wspomniana rzecz się skończyła. Jak myślałem nie wyglądało to źle. Na wewnętrznej stronie, tu i tam były cienkie, grube, krótkie i długie blizny, lecz nie było ich przesadnie dużo. Na tej dłoni naliczyłem tylko sześć. Prawej ręki nie chciało mi się odwiązywać.
Glebnąłem z powrotem na poduszki. Było ciemno, więc zapewne zaraz puszczą jakiś horror w telewizorni. Przełączałem kanały, aż natrafiłem w programie na ciekawy film. Zostawiłem ten kanał i leżałem.



Boże, Boże, Boże, Bożenko... Dostaje schizy! Niepotrzebnie oglądałem to w całkowitej ciemności. Mam głowę pod poduszką i boję się nawet zapalić lampy, która jest obok mnie. Jezu! Co w kuchni spadło!? Spokojnie, spokojnie, myśl o misiach... Ale dlaczego Kubuś jest zombie!?
Przemogłem się i zapaliłem światło jednym ruchem... Tak mi się zdawało, ale ono się nie zapaliło! Miałem łzy w oczach i kiwałem się na kanapie, jak w chorobie sierocej.
Usłyszałem klucze w drzwiach i myślałem, że zejdę! Drzwi otworzyły się, a światło zapaliło. Wydałem z siebie pisk
na co moja mama zareagowała śmiechem.
– Znów oglądałeś horrory, skarbie? – spytała, zostawiając zakupy w kuchni połączonej z salonem.
– T-tak... – wydukałem.
– Oj Yuki... Może lepiej będzie, jak pójdziesz spać. – dała mi buzi w czoło, a ja spłonąłem rumieńcem. – No, do widzenia panu. – uśmiechnęła się i wypchnęła mnie z pokoju.
Rozdrażniony powiedziałem coś nie mrawo i jak petarda podążyłem do pokoju po schodach. Wziąłem piżamę i poszedłem się umyć.
Gdy wróciłem i położyłem się do łóżka przy świetle i radiu byłem pewien, że tej nocy już nie usnę... A przecież jutro rano korepetycje...
O matko... Nieprzespana noc i czuję się jak umarlak. Aż płakać mi się chce. Ledwo co zwlokłem się z łóżka, ustałem na nogach i walnąłem na podłogę z głuchym 'łup'. Na szczęście mamy od rana nie było w domu.
Założyłem na swoją krótką piżamę (Na którą składały się kraciaste spodenki i bluzka ze SpongeBob'a na krótki rękaw) puszystą, czarną bluzę i nieprzytomny ruszyłem na dół.
W kuchni oblałem twarz zimną wodą. Poskutkowało na dłuższą chwilę, w której zdążyłem zrobić sobie śniadanie, zjeść je, umyć naczynia, umyć się i ubrać. Na mój dzisiejszy strój składał się granatowy T-shirt z czerwonym napisem ,,JAPAN", jeansy i czerwone skarpetki. Uczesałem – próbowałem uczesać – włosy i zrobiłem sobie na czubku małą kiteczkę przewiązaną czerwoną gumką.
Zdążyłem wejść na dół, już zdyszka zaspany, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Idąc do nich szurałem nogami, ale to, co zobaczyłem za nimi, zdołało mnie jako-tako bardziej rozbudzić. Za drzwiami bowiem stał mój senpai.



***Rin***




-No już siadajcie. Nie gotuję na daremno przecież.- Burknąłem i rozłożyłem talerze na stole podając posiłek.
-Już idziemy, nie denerwuj się tak bo ci żyłka wyskoczy.- Zażartował Yuu i usiadł obok mnie czekając na Misaki.
W końcu usiedliśmy razem i zaczęliśmy jeść, Misaki jak zawsze opowiadała co dziś przeszła w szkole i nie tylko a Yuu się z niej naśmiewał.
Potem on zaczął opowiadać swoje historie i Misaki śmiała się z niego, ja jak zawsze siedziałem cicho i słuchałem jak się kłócą.
-Dobra będę spadać, muszę się jeszcze pouczyć. Rin pamiętaj o kartkówce z chemii.- Podziękował za obiad i zniknął z naszego mieszkania.
-Ja idę się uczyć. Posprzątaj dobra?- Misaki również podziękowała za obiad i poszła do siebie do pokoju, chociaż dobrze wiedziałem że nie będzie się uczyć... jak i sprzątać. Leń jakich mało od zawsze taka była.
Posprzątałem za Misaki jak i Yuu, a następnie postanowiłem wziąć prysznic, bardzo długi prysznic po którym zacząłem oglądać telewizję.
-Ech... nudno jest.- Ciężko westchnąłem i położyłem się na kanapie skacząc po kanałach w telewizji.
-Prawda? Co powiesz na nocowanko?- Przez okno wszedł Yuu z materacem i poduszką no i oczywiście z ogromnym uśmiechem.
Gdy zobaczyłem go w samych bokserkach omal co bym się nie popłakał ze śmiechu.
-Bokserki ze szczeniaczkiem, serio?- Zapytałem nie mogąc przestać się śmiać i zabrałem jego rzeczy, zaniosłem je do swojego pokoju i wróciłem do chłopaka.
-Oj no weź, dopiero co się wykąpałem. A głupio mi tak samemu siedzieć.- Powiedział cicho i owinął się w koc.
-Za chwilę to ty z nami zamieszkasz.- Burknąłem pstrykając go w czoło.
Dość długo siedzieliśmy gadając, a nawet musiałem zrobić mu coś do jedzenia bo on zawsze był głodny, zawsze.
W końcu się zmęczył i zawlokłem go do mojego pokoju gdzie ułożyłem go na materacu i przykryłem kocem. Szybko zasnął więc ja również postanowiłem iść spać.
-Rin! Głodna jestem!- Obudził mnie donośny głos mojej kochanej i uroczej siostrzyczki, która jak zawsze chciała abym jej zrobił śniadanie.
-Już idę! Osz ludzie... co ja z wami mam?- Próbowałem przebić się przez pokój, gdzie Yuu spał rozwalony na całej podłodze.
-Zrobisz mi też coś do jedzenia?- Zapytał chwytając mnie za nogę i uśmiechając się lekko. Nawet nie otworzył oczu.
-A mam jakieś inne wyjście?- Zabrałem nogę i poszedłem do kuchni gdzie przygotowałem śniadanie dla wszystkich. Przyszedłem po Yuu i kazałem się mu ubrać. Misaki mogłaby mieć problemy ze snem jak by go zobaczyła.
Zjedliśmy śniadanie i każdy poszedł w swoją stronę, Misaki do koleżanki a Yuu do domu jeszcze spać. Ja postanowiłem wziąć szybki prysznic, posprzątać za dzieciarnią i przyszykować się do
korepetycji. Szybko założyłem czarne rurki, i niebieską koszulę w duże czarne kraty. Podwinąłem w niej lekko rękawy.
-Ej Rin... mogę iść z Tobą?- Do mieszkania wszedł już ubrany i od świeżony chłopak. Miał ze sobą torbę i jakąś bluzę.
-Muszę się nauczać zamykać drzwi.- Burknąłem znowu a chłopak wybuchnął śmiechem. Zabrałem swoje rzeczy i wypchałem go z mieszkania.
-Po co chcesz ze mną iść?- Zapytałem zamykając drzwi i zszedłem po schodach czekając na dole na chłopaka.
-Chcę zobaczyć jak dzieci Cię wkurzają.- Zarzucił mi się na szyję i znów zaczął się śmiać.
Zrzuciłem go na ziemię i poszedłem do domu chłopaka, ale zatrzymałem się na chwilę aby Yuu mógł mnie dogonić. W końcu doszliśmy do domu Yuki'ego.
-Dzień dobry.- Powiedziałem widząc chłopaka w drzwiach. Widząc jego kitkę lekko się zaśmiałem a Yuu buchnął śmiechem.



***Yuki***


O matko... Nieprzespana noc i czuję się jak umarlak. Aż płakać mi się chce. Ledwo co zwlokłem się z łóżka, ustałem na nogach i walnąłem na podłogę z głuchym 'łup'. Na szczęście mamy od rana nie było w domu.
Założyłem na swoją krótką piżamę (Na którą składały się kraciaste spodenki i bluzka ze SpongeBob'a na krótki rękaw) puszystą, czarną bluzę i nieprzytomny ruszyłem na dół.
W kuchni oblałem twarz zimną wodą. Poskutkowało na dłuższą chwilę, w której zdążyłem zrobić sobie śniadanie, zjeść je, umyć naczynia, umyć się i ubrać. Na mój dzisiejszy strój składał się granatowy T-shirt z czerwonym napisem ,,JAPAN", jeansy i czerwone skarpetki. Uczesałem – próbowałem uczesać – włosy i zrobiłem sobie na czubku małą kiteczkę przewiązaną czerwoną gumką.
Zdążyłem wejść na dół, już zdyszka zaspany, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Idąc do nich szurałem nogami, ale to, co zobaczyłem za nimi, zdołało mnie jako-tako bardziej rozbudzić. Za drzwiami bowiem stał mój senpai.
– Dzień dobry – przywitał się, a po chwili on i jego kolega wybuchnęli śmiechem. Zrobiłem minkę a'la foch.
– Dzień dobry. – wpuściłem ich do domu. – P-przepraszam, ale mogę wiedzieć, kim on jest? – spytam, wskazując chłopaka, który rozglądał się po moim domu.
– On? To mój... Przyjaciel Yuu. Przyszedł zobaczyć, jak dzieci mnie wkurzają. – ruszył do mojego pokoju, a chłopak poszedł za nim. Nie mając innego wyboru ja również się tam udałem.
– Masz całkiem niezły pokój – powiedział Yuu, a ja dopiero teraz zauważyłem, jak bardzo kolor jego włosów był podobny do moich.
– D-dziękuję... – odpowiedziałem niemrawo.
– Okey, dosyć już tych pogaduszek, zabieramy się do roboty – głos senpai'a wyrwał mnie z zamyślenia. Gdy spojrzałem na niego wyciągał notatki i zeszyty z torby. Poszedłem po swój, w którym rozwiązałem tylko dwa zadania, po czym podałem mu go i usiadłem na krześle. Momotetsu obejrzał moje zadania.
– Dwa z dziewięciu zrobiłeś dlatego, że?
– Bolały mnie dłonie i nie mogłem utrzymać długopisu – odpowiedziałem, a on spojrzał na moje dłonie.
– A więc dobrze... Teraz rozwiąż pozostałe. A Ty nie grzeb mu w szafach. – zwrócił się do Yuu, który od razu zatrzasnąk szafkę.
Prychnąłem cicho pod nosem i zacząłem rozwiązywać zadania. Moje policzki lekko paliły z powodu obecności nieznanej mi osoby. Do zadania numer pięć było wszystko okey... Potem zaczęły się schody.
– Nie, nie, robisz to źle. – Rin zaczął mi tłumaczyć, co idzie mi nie tak, podczas gdy ja próbowałem go słuchać i równocześnie wbijać to wszystko sobie do głowy. Po chwili mój wyraz twarzy musiał być dość zdezorientowany, bo chłopak siedzący na łóżku zaczął się śmiać. Spłonąłem jeszcze większym rumieńcem.





**Rin***



– Dzień dobry. P-przepraszam, ale mogę wiedzieć, kim on jest? – Zapytał wpuszczając nas do mieszkania. A następnie wskazał na chłopaka, który jak zawsze wszędzie się gapił.
– On? To mój... Przyjaciel Yuu. Przyszedł zobaczyć, jak dzieci mnie wkurzają. – Odparłem i razem z Yuu poszedłem do pokoju chłopaka.
– Masz całkiem niezły pokój.- Yuu znów zaczął komplementować, nie zdziwił bym się jak by czegoś potem chciał. Cały Yuu.
– D-dziękuję... – Mruknął cicho, a ja postanowiłem zabrać się w końcu za naukę. Tylko po to tutaj byłem.
– Okey, dosyć już tych pogaduszek, zabieramy się do roboty.- Pstryknąłem chłopaka w czoło, ponieważ wydawał się zamyślony. Szybko podszedłem do torby i wyciągnąłem z niej notatki i ćwiczenia.
Czekałem aż chłopa łaskawie poda mi swój zeszyt z uzupełnionymi zadaniami ale to co tam zobaczyłem nie zadowoliło mnie.
– Dwa z dziewięciu zrobiłeś dlatego, że?- Zapytałem oddając mu zeszyt.
– Bolały mnie dłonie i nie mogłem utrzymać długopisu.- Spojrzałem na jego dłonie, które nie były już zabandażowane więc mógł spokojnie zrobić zadania, no ale już mu odpuszczę.
– A więc dobrze... Teraz rozwiąż pozostałe. A Ty nie grzeb mu w szafach!– Krzyknąłem na Yuu, który wszędzie czuł się jak by był u siebie.
Podszedłem do chłopaka i uderzyłem go w głowę po czym zacząłem prawić mu kazania na temat tego że ma nie grzebać innym w szafkach. Kazałem mu grzecznie siedzieć ale jak to Yuu... on nigdy nie słucha.
– Nie, nie, robisz to źle.- Powiedziałem gdy zobaczyłem wszystkie odpowiedzi. Chłopak kompletnie się pogubił. Nachyliłem się nad nim lekko i zacząłem mu tłumaczyć wszystko od podstaw. Po chwili zorientowałem się że kilka guzików z mojej koszuli jest rozpiętych.
-Och bądź cicho!- Rzuciłem w chłopaka gumką gdy tylko usłyszałem jak się śmieje, sam mądrzejszy nie był. Ale nie miałem cierpliwości aby dawać mu korki.
-Senseiii... przepraszam.- Powiedział i znów zaczął się śmiać, miałem już go dość i chciałem go z tamtąd wyrzucić ale widząc uśmiech Yuki'ego postanowiłem że Yuu zostanie.
-Skup się na zadaniach. Nie zwracaj uwagi na tego idiotę.- Znów nachyliłem się nad chłopakiem i wróciłem do tłumaczenia, ale jego twarz zrobiła się delikatnie czerwona. Myślałem że dostał gorączki.




piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział 1

Będzie to opowiadanie pisane z perspektywy Rin'a jak i Yuki'ego

***Rin***


-Ech długo mam jeszcze na niego czekać?- Pierwszy dzień korepetycji a on się spóźnia, szkoda po prostu gadać.
-B-bardzo przepraszam za spóźnienie ale m-musiałem zostać trochę dłużej... w p-pracy.- Do pokoju wbiegł zdyszany chłopak.
-No cóż już trudno, siadaj i wyciągaj zeszyty.- Wstałem z krzesła i chwyciłem za oparcie czekając aż chłopak łaskawie na nie usiądzie.
-T-tak. Już podaję, ach przepraszam zapomniałem się przedstawić jestem Yuki Toro.- Podał mi swoją dłoń i czekał aż ja zrobię to samo, więc też tak zrobiłem.
-Momotetsu Rin, z czym masz największy problem? Bo twoja mama mówiła że dość dużo tego jest.- Gdy chłopak usiadł na krześle przysunąłem je lekko do biurka i nachyliłem się nad nim aby zobaczyć co tam ma w zeszytach. Sam nie wiedziałem dlaczego ale chłopak zrobił się delikatnie czerwony.
-Matematyka, fizyka i chemia.- Powiedział spuszczając nisko głowę, nie dziwiłem się w końcu to bardzo ciężkie przedmioty, no ale żeby aż trzech nie rozumieć?
-Ech pokaż mi co tam teraz przerabiacie w szkole.- Chwyciłem jeden z pierwszych zeszytów i zacząłem czytać co tam nabazgrał.
-Widzę że będziemy musieli się uczyć od podstaw. Poczekaj chwilkę.- Odłożyłem zeszyt na biurko i podszedłem do swojej torby, z której wyciągnąłem notatki i czysty zeszyt.
-Masz tutaj będziemy ćwiczyć. Spróbuj się chociaż trochę skupić okey?- Znów się nad nim nachyliłem i napisałem mu kilka zadań z matematyki po czym czekałem aż chłopak zacznie pisać.
-Sprawdzimy czego nie rozumiesz, masz spróbuj to rozwiązać.- Podałem mu długopis, a on niepewnie go zabrał z mojej dłoni i zaczął pisać.
-Dzień dobry, Yuki mógłbyś chociaż przyjść po herbatę.- Do pokoju weszła starsza kobieta, która była matką chłopaka.
-P-przepraszam mamo, ale już dość się spóźniłem.- Odpowiedział zabierając filiżanki z herbatą i podał mi jedną, a swoją odstawił na biurko.
-No już wracaj do nauki, mam nadzieję że się w końcu weźmiesz za naukę.- Powiedziała wychodząc i uśmiechnęła się do mnie szeroko.
Chłopak usiadł na krześle a ja tym razem usiadłem obok niego, przez przypadek dotknąłem pleców chłopca na co on gwałtownie zareagował i również nie chcący wylał herbatę na moją bluzkę.



***Yuki***



Zdyszany biegłem po ulicach i chodnikach, aż w końcu dobiegłem do swojego domu. Rzucając buty i kurtkę gdzieś w korytarzu pobiegłem do pokoju i z rozmachem otworzyłem drzwi.
– B-bardzo przepraszam za spóźnienie ale m-musiałem zostać trochę dłużej... w p-pracy. – odpowiedziałem zdyszany obserwując swojego korepetytora.
– No cóż już trudno, siadaj i wyciągaj zeszyty. – odpowiedział wstając z krzesła i chwytając je za oparcie. Prawdopodobnie czekał, aż ja łaskawie usiądę.
– T-tak. Już podaję, ach przepraszam zapomniałem się przedstawić jestem Yuki Toro. – podałem mu swoją rękę i czekałem, by zrobił to samo, co po chwili nastąpiło.
– Momotetsu Rin, z czym masz największy problem? Bo twoja mama mówiła że dość dużo tego jest. – usiadłem na krześle, a sensei przysunął je delikatnie do biurka, po czym nachylił się nade mną, by zobaczyć treść moich zeszytów. Nie byłem przyzwyczajony do czegoś tego, w związku z czym na moich policzkach pojawiły się soczyste rumieńce.
– Matematyka, fizyka i chemia. – bardziej wymamrotałem niż powiedziałem i spuściłem głowę. W końcu to trzeba być mną, by nie rozumieć takich banalnych rzeczy. Pff.
– Ech pokaż mi co tam teraz przerabiacie w szkole. – chwycił pierwszy z moich zeszytów i zaczął go czytać. Chwała mi za to, że mam ładne pismo, a nie iście lekarskie, jak połowa osób z klasy.-
-Widzę że będziemy musieli się uczyć od podstaw. Poczekaj chwilkę. – odłożył zeszyt z powrotem na biurko i podszedł do swojej torby, z której wyciągnął notatki i pusty zeszyt. – Masz tutaj będziemy ćwiczyć. Spróbuj się chociaż trochę skupić okey? – znów się nade mną nachylił i napisał mi kilka zadań z matematyki, po czym czekał, aż zacznę je rozwiązywać.
– Sprawdzimy czego nie rozumiesz, masz spróbuj to rozwiązać. – podał mi długopis, a ja niepewnie wyciągnąłem go z jego dłoni i zacząłem pisać.
– Dzień dobry, Yuki mógłbyś chociaż przyjść po herbatę. – do pokoju weszła moja mama. Odwróciłem się w jej stronę. Na swoich zwyczajnych ciuchach miała kolorowy fartuszek, a kasztanowe włosy upięła w kok. W dłoniach trzymała tackę z herbatą.
– P-przepraszam mamo, ale już dość się spóźniłem.- Odpowiedziałem zabierając filiżanki z herbatą, po przym podałem jedną mężczyźnie, a swoją odstawiłem na biurko.
-No już wracaj do nauki, mam nadzieję że się w końcu weźmiesz za naukę.- Powiedziała wychodząc i uśmiechnęła się do niego szeroko. Co jak co, ale oni to już się chyba zaczęli dogadywać.
Usiadłem na krześle, a on tym razem usiadł obok mnie, przez przypadek dotykając moich pleców na co gwałtownie zareagowałem i , również niechcący, wylałem herbatę na jego bluzkę.– A-ano przepraszam! – wykrzyknąłem, czując, jak moje policzki znów oblewają się czerwienią. Wstałem, by iść zapytać się mamy, czy mogę pożyczyć jedną z koszul taty, ale Rin mnie zatrzymał, chwytając za nadgarstek, przez co znów spaliłem buraka.



***Rin***



-A-ano przepraszam!- Chłopak krzyknął tak głośno że nie zdziwił bym się jak by go usłyszeli w sąsiednim mieście.
Nagle zobaczyłem jak chłopak chciał wybiec z pokoju, na pewno chciał załatwić jakąś koszulkę na zmianę lub po prostu uciec od winy.
-Zostań tutaj, nie rób z tego afery.- Chwyciłem go za nadgarstek a on zrobił się jeszcze bardziej czerwony co tylko mnie rozśmieszyło.
Rozpiąłem guziki z mojej koszuli i powoli ją z ściągałem. Co chwila spoglądając w stronę młodszego chłopaka, który tylko zakrywał swoją twarz dłońmi.
-Mam tutaj bluzkę z w-f.- Podszedłem pół nagi do swojej torby i zacząłem w niej grzebać aż w końcu wyciągnąłem luźny biały t-shirt i szybko go na siebie narzuciłem.
-Skup się na zadaniach, ja zaraz wracam i zobaczę ile zrobiłeś.- Powiedziałem i wskazałem mu palcem krzesło aby na nim usiadł i zaczął się uczyć.
Sam za to wyszedłem z jego pokoju i zszedłem po schodach do kuchni gdzie znalazłem jego matkę, sam bałem się jakoś kobiety ale przecież nie chciałem mieć plamy na koszuli więc musiałem poprosić kogoś o pomoc.
-Przepraszam, czy mogłaby mi pani z tym pomóc? Przez przypadek oblałem się herbatą.- Widziałem jaka była dla Yuki'ego więc wolałem wziąć całą winę na siebie niż na biednego chłopaka.
-Och oczywiście że tak. Proszę się tym nie przejmować, już się za to biorę.- Szybko zdjęła z siebie fartuszek i zabrała moją koszulę biegnąc do kuchni.
Postanowiłem że wrócę do chłopaka, który na pewno ma jakiś problem z zadaniami. Gdy wszedłem na pierwszy schodek usłyszałem jak coś... a raczej ktoś się przewraca.
-Co ty tutaj robisz?- Zapytałem, a następnie pomogłem mu się pozbierać z podłogi. Chłopak najwyraźniej był niezdarą i to ogromną.



***Yuki***



-Zostań tutaj, nie rób z tego afery – powiedział, gdy chwycił mnie za nadgarstek. Moje rumieńce go pewnie rozbawiły... Ale to nie moja wina, że tak reaguję!
Gdy zobaczyłem, jak rozpina guziki swojej koszuli zasłoniłem twarz dłońmi.
– Mam tutaj bluzkę z w-f. – słyszałem, jak podszedł do swojej torby i zaczął ją przeszukiwać. Po chwili chyba znalazł ta bluzkę, bo słyszałem dźwięk zakładanego materiału.
Skończyłem zakrywać dłońmi swoją zarumienioną twarz.
– Skup się na zadaniach, ja zaraz wracam i zobaczę ile zrobiłeś. – Powiedział i wskazał mi palcem krzesło, abym na nim usiadł i zaczął się uczyć. Zrobiłem to, co kazał, a on w tym czasie wziął swoją koszulkę i, prawdopodobnie, ruszył do mojej mamy, prosić, by mu ją uprała.
Uch... Zrobiłem dwa zadania, gdy spostrzegłem, że herbata Rin'a wystygła. Wziąłem więc oby dwa kubki z zamiarem odniesienia ich do kuchni. Gdy wychodziłem z pokoju zamknąłem otwarte drzwi, poprzez popchnięcie ich stopą.
Robiłem właśnie krok, na drugi schodek, gdy oczywiście musiało znaleźć się tam coś mokrego i zleciałem na parter. Szklanka się stłukła, a jej kawałki wbiły mi się w rękę.
– Co ty tutaj robisz? – spytał mężczyzna i pomógł mi się podnieść.
– A-a no, chciałem o-odnieść szklanki do kuchni, ale się p-poślizgnąłem... – wymamrotałem, wyjmując kawałki kubka z dłoni


***Rin***


-Serio jesteś dziwny. Chodź trzeba się tym odpowiednio zająć.- Wziąłem chłopaka na ręce aby czasem do tego nie wdepnął. Usadziłem go na krześle w kuchni i zacząłem się dookoła rozglądać.
-Masz tu gdzieś apteczkę?- Zapytałem czekając aż chłopak mi odpowie, ale on był skupiony na tym aby samemu sobie to powyciągać.
-Zostaw bo zrobisz sobie jeszcze większą krzywdę, ech ja nie byłem taki głupi w twoim wieku.- Pstryknąłem go w czoło i znów zapytałem.
-Powinna być w tamtej szafce.- Wskazał zakrwawionym palcem na górną szafkę, więc podszedłem do niej i zacząłem szukać apteczki.
-Co się znów stało? Yuki coś narobił?- Do kuchni weszła matka chłopaka, znów spojrzała na niego jak by całe zło na świecie to jego wina. No ale cóż każda matka inna.
-Przewróciłem się tylko...- Odpowiedział spuszczając smutno głowę i znów zaczął grzebać w szkle które było w jego dłoniach.
-Powiedziałem zostaw to, mogłaby pani mi pomóc?- Chwyciłem go za dłonie i zobaczyłem że jego uszy są czerwone, podejrzewałem że jego twarz także.
-Tak już podchodzę.- Powiedziała lekko zawstydzona i szybko zaczęła chłopaka opatrywać. Widziałem jak kręci się na stołku, no cóż takie rany musiały poważnie boleć.
-Proszę Cię, uważaj bardziej bo kiedyś serio sobie coś zrobisz.- Powiedziała kobieta obejmując swoje dziecko delikatnie i pocałowała go w czoło.
-Dobrze mamo, przepraszam bardzo.- Odpowiedział i poszedł do swojego pokoju, a ja zapytałem gdzie jest łazienka i udałem się obmyć swoje dłonie, które były zakrwawione.
-No to z pisania chyba nici. Przyjdę jutro, ponieważ czeka już na mnie kolejny dzieciak. Tutaj masz notatki, poucz się trochę.- Powiedziałem po wejściu do pokoju chłopaka, zabrałem swoje rzeczy i podałem mu notatki.



***Yuki***



-Serio jesteś dziwny. Chodź trzeba się tym odpowiednio zająć.- Wziął mnie na ręce, chyba tylko po to, abym w to nie wdepnął. Posadził mnie na krześle w kuchni i zaczął się rozglądać.
–Masz tu gdzieś apteczkę? – zapytał o coś, ale nie odpowiedziałem. Zbyt skupiony byłem na tym, by wyciągnąć resztki szkła z dłoni.
– Zostaw bo zrobisz sobie jeszcze większa krzywdę, ech ja nie bylem taki głupi w twoim wieku. – Pstryknął mnie w czoło i znów zapytał o apteczkę
– Powinna być w tamtej szafce. – Wskazałem zakrwawionym palcem na górna szafkę, a on podszedł do niej, szukając apteczki.
-Co się znów stało? Yuki coś narobił?- Do kuchni weszła moja mama. Spoglądała na mnie, jakby to wszystko co tutaj się wydarzyło było moją winą i jakbym to ja odpowiadał za całe zło świata. Jeezu...
-Przewróciłem się tylko... – Odpowiedziałem spuszczając smutno głowę i znów zacząłem grzebać w szkle, które było w moich dłoniach.
–Powiedziałem zostaw to, mogłaby pani mi pomoc? – Senpai chwycił mnie za dłonie. Poczułem, że moje policzki zalewa czerwień, a on pewnie zauważył moje czerwone uszy.
–Tak już podchodzę. – Powiedziała lekko zawstydzona mama i szybko zaczęła mnie opatrywać. Czułem się, jak niepełnosprawny. Z powodu lekkiego dyskomfortu i bólu w dłoniach kręciłem się na stołku.
–Proszę Cię, uważaj bardziej, bo kiedyś serio sobie coś zrobisz. – Powiedziała obejmując mnie delikatnie i całując lekko w czoło. Moje policzki jeszcze bardziej się rozgrzały.
–Dobrze mamo, przepraszam bardzo. – odpowiedziałem i poszedłem do swojego pokoju. Słyszałem jeszcze, jak mężczyzna wchodzi do łazienki. Chyba po to, by umyć ręce...
–No to z pisania chyba nici. Poćwicz, a ja przyjdę jutro, bo mam jeszcze innego dzieciaka. – powiedział, spakował się i wyszedł.
Pożegnałem go cicho, a potem schowałem zeszyty. Dłonie za bardzo mnie bolały, bym mógł coś napisać. Położyłem się na kanapie, a po chwili usnąłem.
 



***Rin***



-Powinienem jak najszybciej skończyć z udzielanie korepetycji, te dzieci są coraz to głupsze.- Mówiłem sam do siebie wychodząc z mieszkania chłopaka.
-Przepraszam, jutro Pan przyjdzie o tej samej godzinie?- Z mieszkania wyskoczyła mama Yuki'ego. Uśmiechnięta od ucha do ucha czekała na moją odpowiedź.
-Nie wiem, jeszcze się skontaktuję. Niech pani da mój numer Yuki'emu dobrze?- Odpowiedziałem i pożegnałem się grzecznie.
Odwróciłem się szybko i poszedłem w kierunku mojej uczelni, ponieważ byłem umówiony z moim przyjacielem.
-Halo? No już idę, przedłużyło mi się troszkę. Nic ci się nie stanie jak chwilę poczekasz.- Burknąłem do telefonu i schowałem go do kieszeni.
Przyśpieszyłem kroku ponieważ nie chciałem żeby czekał na mnie zbyt długo, pierwszy raz mi się zdarzyło gdzieś spóźnić.
-Słuchaj, mam propozycję. Szykuje się niezła impreza u mojego kolegi. Idziemy?- Zapytał od razu gdy mnie zobaczył przy drzwiach wejściowych.
-A kiedy? Dobrze wiesz że nie mam za dużo czasu, muszę z czegoś utrzymać darmozjada.- Mowa tutaj o mojej kochanej siostrzyczce.
-Jutro, powiedziałem że przyjdziemy no weź. Oj przecież ja chętnie się nią zajmę.- Uśmiechnął się głupio.
-Dobra, postaram się przyjść ale nie obiecuję. Dobra ja się zbieram bo Misaki sama sobie obiadu nie ugotuje, cześć.- Machnąłem ręką i wyszedłem ze szkoły.
-Ej czekaj! Chętnie z Tobą pójdę, nie mam dziś dobrego obiadku a ty tak dobrze gotujesz.- Fakt chłopak nie miał zdolności kulinarnych.
-Ale Yuu czy ty czasem nie miałeś poprawiać jakiegoś sprawdzianu?- Zapytałem odpychając go od siebie, był stanowczo za blisko.
-Już dawno poprawiłem, tak się spóźniłeś że musisz mi się odpłacić dobrym obiadkiem.- Chłopak objął mnie ramieniem i uśmiechnął się szeroko.
-Ech dobra chodź już. Ale nie wiem co będzie na obiad.- Westchnąłem ciężko i ruszyliśmy razem w kierunku mojego domu.
Szliśmy całą drogę zagadani, przy nim nigdy nie mogłem być cicho a on nie mógł trzymać gęby na kłódkę. Ale właśnie za to go tak bardzo lubiłem.
-Wróciłem!- Krzyknąłem otwierając drzwi i zdjąłem swoje buty, odwiesiłem płaszcz na wieszak, a torbę położyłem obok.
-Ja także!- Krzyknął rzucając swoje rzeczy gdzie popadnie i poleciał do salonu gdzie siedziała Misaki.
-Ej Yuu! Chodź posprzątać.- Dobrze wiedziałem że i tak nie przyjdzie więc ja posprzątałem za niego i poszedłem do kuchni.
-Rin... po co żeś tu przyprowadził tego durnia?- Zapytała podchodząc do mnie i usiadła na krześle przy blacie.
-Jestem mu winien obiad, właśnie co chcesz zjeść?- Zapytałem wyciągając szklanki i sok, po czym nalałem do każdej trochę.
-Smażony ryż z Kimchi.- Odpowiedziała to co zawsze, nie wiem dlaczego tak bardzo lubiła to jeść. Mi to za bardzo nie smakowało.
Zabrałem się do gotowania a Yuu razem z Misaki zaczęli grać na playstation. W końcu ukończyłem obiad i zawołałem resztę do stołu.




***Yuki***



Obudziłem się około 18. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to biała kartka, która leżała na moim biurku. Wlokąc powoli nogami podszedłem do mebla i wziąłem cienki papier w dłonie, po czym zacząłem czytać.
,,Skarbie, pewnie dopiero niedługo się obudzisz, a ja muszę jechać do kwiaciarni. Na Twoje nieszczęście pracuję dziś dłużej, ale mam nadzieję, że sobie poradzisz. Może Rika Cię odwiedzi.
Całuję,
Mama."
Taa, mogłem się spodziewać, że to zrobi... Dlaczego ona traktuje mnie jak dziecko?!
Co do dziewczyny... Rika, jest moją przyjaciółką praktycznie od piaskownicy. Jest w moim wieku. Ma dwu kolorowe włosy, połowę blond zaś drugą połowę w kolorze mlecznej czekolady. Jej oczy są strasznie ciemno brązowe. Trudno mi to przyznać, ale... Jest wyższa ode mnie. Choć... Płaska jak deska również jest, ale za to, ma bardzo ładną figurę.
Westchnąłem i zgniotłem kartkę, po czym wrzuciłem ją do śmietnika. Ręce mnie aż tak nie bolały, jak jeszcze parę godzin temu, więc mogłem zrobić sobie coś do jedzenia, a potem po odrabiać zadania, napisane przez Senpai'a.
Zszedłem po schodach na dół do kuchni. Wziąłem podłużną szklankę z suszarki i nalałem sobie do niej pomarańczowego soku, po czym usiadłem na blacie. Chwilę potem rozległ się dzwonek, który mnie strasznie zaskoczył. Odkładając szklankę podszedłem do drzwi.
Gdy je otworzyłem moim oczom ukazała się postać Riki. Miała na sobie czarno-białą czapkę pandę, czarny płaszczyk, biały wełniany szalik, wełniane rękawiczki na jeden palec, a na nogach miała czarne trapery z białymi językami.
-Hej Rika.- przywitałem się z nią, po czym z uśmiechem wpuściłem ją do domu.
-Helo. Mam dziwne wrażenie, że mnie oczekiwałeś. — dziewczyna zaczęła ściągać z siebie ubranie wierzchnie. Pod spodem miała brązową bluzę z królikiem, która sięgała jej połowy ud i czarne dżinsy.
Zaprowadziłem ją do salonu i podałem sok.
— W sumie... To moja mama wiedziała, że przyjdziesz... — nerwowo podrapałem się po mojej czarnej czuprynie, a ona zachichotała.
— Nie mniej jednak, przyszłam spytać, jak minął Ci pierwszy dzień korepetycji? — odstawiła szklankę i podkulnęła pod siebie nogi, kładąc na kolanach poduszkę.
— Nie było aż tak źle... — odpowiedziałem po chwili — Tylko, że pod koniec zrobiłem z siebie totalnego matoła, spadając ze schodów i wbijając sobie szklankę w dłoń...
— Eh... Czego innego można było się po tobie spodziewać — powiedziała teatralnym tonem, lecz miała uśmiech na twarzy.
Zaśmiałem się i sięgnąłem za siebie po poduszkę.
— Ty~! — trzasnąłem poduszką Rikę, a ona mi oddała. Rozpętała się istna wojna na poduszki, a pierz latał wszędzie.

Wasze komentarze to nasza radość <3