***Yuki***
– Och bądź cicho! – senpai rzucił gumką do mazania w śmiejącego się Yuu.
– Senseiii... Przepraszam – wydukał dławiąc się śmiechem. Wyglądał tak zabawnie, że sam zacząłem się jeszcze bardziej śmiać.
– Skup się na zadaniach. Nie zwracaj uwagi na tego idiotę. – Momotetsu ponownie się nade mną pochylił i zaczął tłumaczyć. Przysiągłbym, że jeszcze przed chwilą chciał wywalić chłopaka z pokoju, no ale cóż.
Co do zadań zajęliśmy się fizyką, którą rozumiałem mniej od matmy (a musicie wiedzieć, że matma leżała u mnie na poziomie 0). Po prostu nie kumałem tych przedmiotów. I choć z chemii byłem trójkowym uczniem mama uparła się na korepetycje.
– Dlaczego to musi być takie trudne? – głowiłem się nad zadaniem, które początkowo wydało się proste. Lecz takie nie było.
– Ech... Nie jest trudne, wystarczy pomyśleć. – zdaje mi się, że Rin-sama zaczyna tracić do mnie nerwy. No bo kto chciałby uczyć dzieciaka, który kompletnie nic nie rozumie i nie chce mu się myśleć? Chyba nikt...
– Wy tu sobie zakuwajcie, a ja idę sobie obejrzeć domek. – ledwo zdążyłem się odwrócić, a spotkał mnie jedynie dźwięk i obraz zamykanych drzwi. Zaniepokoiłem się i spojrzałem na senpai'a.
– Spokojnie, ten idiota raczej nie powinien niczego zabrać. – wrócił do pisania zadań. To żeś mnie człowieku uspokoił. Mam teraz spokojnie pisać? Z kim ja się zadaję?
– Mam nadzieję – odpowiedziałem zgodnie z prawdą i zabrałem się za pisanie.
Nie minęło pięć minut, jak zadzwonił telefon z korytarza.
– A-ano, pójdę odebrać. – wyszedłem z pokoju i podniosłem słuchawkę.
– Halo?
– Siemasz braciszku~! – w słuchawce usłyszałem miękki, radosny głos, którego brakowało mi przez dwa lata.
– Lucius~. Co u was słychać? – spytałem. W sumie z nim, jak i z tatą i Makoto, żoną Luciusa, nie widziałem się tak długo. Dlaczego? Ponieważ przenieśli się do Szkocji, po rozwodzie rodziców, a sami dorośli, mimo rozwodu, zostali przyjaciółmi.
– Wspaniale~! Musisz tutaj kiedyś przyjechać. – zapewne się uśmiechnął. – A poza tym mam dla ciebie wiadomość i niespodziankę~!
– Co to za wiadomość? – oparłem się o parapet.
– Przyjedziemy do ciebie, całą trójką, w przyszłym tygodniu~! –Po usłyszeniu tego wydałem z siebie wysoki i głośny pisk, jak dziewczyna. Byłem tak bardzo szczęśliwy~!
– A co to za niespodzianka~? – spytałem.
– Dowiesz się w swoim czasie. Braciszku muszę kończyć, bo skończyła się przerwa w pracy, paa~! – rozłączył się.
Cały w skowronkach odłożyłem telefon. W pełni rozbudzony pobiegłem do swojego pokoju. Od razu po otworzeniu drzwi spotkał mnie wzrok Momotetsu.
***Rin***
-Co ty znów robisz? Zachowuj się.- Zdzieliłem chłopaka po głowie widząc jak lata po pokojach i grzebie ludziom w szafkach.
-Oj no weź, przecież ja tylko patrzę co ciekawego tutaj mają.- Zaśmiał się i powrócił do swoich czynności, ja tylko zdjąłem okulary i przetarłem oczy. Strasznie mnie bolały a przecież to był początek dnia.
-Yuu błagam Cię, idź do pokoju Yuki'ego i siedź tam grzecznie dobra?- Pociągnąłem go za koszulkę aby przestał grzebać w szafie.
-Dobra, dobra. Mógł byś wyluzować wiesz?- Wyszedł z pokoju ale ja i tak wiedziałem że mnie nie posłucha.
Postanowiłem wrócić do pokoju, Yuki na pewno już na mnie czekał a ja użerałem się jak głupi z Yuu. Szybko poszedłem w kierunku pokoju chłopaka, który okazał się pusty. Westchnąłem ciężko i usiadłem na krześle wpatrując się w drzwi.
-Możemy kontynuować?- Zapytałem widząc jak do pokoju wbiega szczęśliwy chłopak. Cóż wątpię żeby był taki szczęśliwy przez moje lekcje.
-T-tak, już idę.- Mruknął i usiadł na krześle, które przed chwilą zwolniłem. Spojrzałem na niego, nasz wzrok się zderzył a jego twarz ogarnęła się czerwienią.
-Masz teraz rozwiąż to okey? Tylko że patrz takim sposobem.- Wziąłem czystą kartkę i zacząłem mu tłumaczyć. Chłopak po chwili załapał o czym mówię i zaczął rozwiązywać zadania, ja natomiast usiadłem na krześle obok i bacznie obserwowałem jak chłopak się uczy.
-A no, Sensei a to?- Zapytał wskazując długopisem na ostanie zadanie, wstając zabrałem mu długopis z dłoni i rozpisałem zadanie tłumacząc mu je krok po kroku.
-Masz teraz pomyśl nad tym okey?- Nachyliłem się nad nim delikatnie i obserwowałem jak robił zadania. Po chwili jednak przestał ale nie wiedziałem dlaczego.
-Mógłbyś usiąść? Czuje się niezręcznie...- Powiedział, a ja zauważyłem jak jego policzki robią się czerwone, uśmiechnąłem się pod nosem i nachyliłem się bardziej.
-Ale przecież muszę pilnować żebyś robił to dobrze, skup się na zadaniach.- Powiedziałem cicho do jego ucha i oparłem swoje ręce na biurku.
***Yuki***
– A-ano senpai... Mógłbyś się tak bardzo nie pochylać? – spytałem z jęknięciem w głosie. Czy ja muszę być takim jąkałą? Nie lubię siebie za to.
Momotetsu-sama popatrzył chwile na mnie (i to bardzo uważnie) przez co wyglądałem już jak prawdziwy burak, po czym wreszcie wyprostował się troszkę. Odetchnąłem z radości i wróciłem do zadań.
– To zrobiłeś źle. – wziął korektor i wymazał całe działanie, które uznawałem za zrobione dobrze.
– A-a na pewno nie było okay? – znów spytałem patrząc na niego nieufnie. Zmazywał mi prawie każde zadanie! Spojrzałem na zeszyt. Cztery zadania pod rząd były skorektorowane i musiałem je zacząć od nowa.
– Na pewno. – senpai uśmiechnął się przebiegle i na nowej kartce zaczął kreślić kolejne zadnia, które miały w sobie niewiadome. A ja tego tak bardzo nie lubiłem! W dodatku znów zaczęła ogarniać mnie senność. Czy gorzej już być nie może?!
– Nie zamyślaj się, tylko rób te zadania. – ponownie usłyszałem jego głos. Zaręczam, ze będzie mi się śnił. I to nie dlatego, że był taki miękki i przyjemny! … Tego nie było.
Westchnąłem i wróciłem do zadań. Po chwili poczułem pod powiekami piach, a oczy przysłoniła mi mgiełka zaspania. Momotetsu-sama coś do mnie mówił, ale nie słyszałem go już. Zamknąłem oczu i z lekkimi rumieńcami opadłem głową na biurko. Moje czarne włosy rozłożyły się na zeszycie, a sam zapadłem w sen.
***Rin***
-Ja wcale nie śpię.- Mruknął chwiejąc się na boki, widać zarywał nocki ale jestem pewny że nie na naukę. Inaczej nie robił by takich błędów.
-Coś ty w nocy robił? Jak wiedziałeś że masz korepetycje to powinieneś trochę dłużej pospać.- Pstryknąłem go w czoło i usadziłem porządnie. Skoro już tu jestem, to chociaż spróbuję go czegoś nauczyć.
-Rika u mnie była... zamęczyła mnie, już postaram się skupić.- Spojrzałem na niego z wielkim zdziwieniem, taki młody i już dziewczyny w domu na noc... no ale Yuu był o wiele lepszy w jego wieku.
-Z dziewczyną powinieneś się spotykać w dzień, a nie w nocy wiesz? Jak teraz jesteś taki... to jak ty wyglądałeś wtedy? Co tu się musiało robić.- Złapałem się za głowę i patrzyłem jak chłopak z ledwo co otwartymi oczyma robi zadania.
-Dobra to nie ma sensu. Jak będziesz chciał serio się pouczyć to daj mi znać. Ugadamy się i gdzieś się spotkamy, ja nie mam czasu na takie zabawy.- Zabrałem wszystkie swoje rzeczy i wyszedłem z pokoju chłopaka.
-Yuu! Zbieramy się do domu!- Krzyknąłem a chłopak zaraz wyskoczył z pierwszego lepszego pokoju.
-Dobra, dobra. Ale co tak szybko? Zawsze zostajesz dłużej.- Burknął i poszedł do pokoju chłopaka po swoją torbę, dość długo nie wracał więc zacząłem się martwić że coś mu zrobi. Miałem już iść zobaczyć co się robi ale chłopak wybiegł z pokoju.
-Sorry, położyłem go na łóżko bo zasypiał na siedząco. Chodźmy.- Uśmiechnął się szeroko i pociągnął mnie za rękę w kierunku drzwi wyjściowych.
***Yuki***
Mruknąłem coś niewyraźnie i przekręciłem się na wyrku tak, że i zaplatałem się w prześcieradło, i zleciałem na ziemię z łoskotem. Zakląłem pod nosem i wyplątałem się z niebieskiego materiału. Poprawiłem włosy niedbałym ruchem ręki i zszedłem na dół, nie przejmując się tym, że za duża bluza zsunęła mi się z lewego ramienia.
W kuchni zrobiłem sobie pyszny rosół z paczki. W czasie gdy go jadłem, napisałem do Momotetsu-sama sms'a, że mógłby przyjść o 17. Czemu napisałem? Proste - bo nie lubiłem dzwonić. Niefortunnie parę minut potem dostałem sms'a od Riki, mówiący o tym, iż ona również mnie odwiedzi... o 17. Walnąłem czołem o stół. Gorzej już chyba być nie może.
***Rin***
-Rin, co zrobisz mi na obiad?- Zapytał rzucając się na kanapę i spojrzał na mnie znów tym samym błagalnym wzrokiem.
-Człowieku, masz dziewiętnaście lat. Chyba możesz sam sobie coś ugotować nie?- Rzuciłem torbą na fotel i poszedłem do kuchni.
-Chcesz żebym chałupę z dymem puścił? Serio tego chcesz?- Gwałtownie wstał z kanapy i usiadł na krześle przy blacie, na którym aktualnie kroiłem warzywa.
-Idź sprawdzić czy Misaki jest w domu.- Popchnąłem go w stronę pokoju dziewczyny, a on lekko zawstydzony poszedł za moim rozkazem.
-Aktualnie się przebiera.- Wrócił i trzymał się za swój prawy policzek, był czerwony czyli wszedł jak zawsze bez pukania.
-Tak ciężko czasem zapukać?- Zapytałem wrzucając wszystkie warzywa na patelnię i zacząłem robić ryż.
-Weź się nie odzywaj... ale twoja siostra ma całkiem niezłe ciałko.- Powiedział uśmiechając się szeroko.
-Ech Misaki, chodź na obiad!- Krzyknąłem i zacząłem nakładać na talerze. Nagle dostałem sms'a od Yuki'ego. Chciał się spotkać o siedemnastej.
-Misaki, poradzisz sobie w domu? Ja muszę iść do ucznia.- Mruknąłem zdejmując fartuch i usiadłem razem z dwójką do stołu po czym zabrałem się za jedzenie.
-Ja jej tutaj dopilnuję. Nie masz się co martwić.- Właśnie o to się martwiłem, Yuu sam z Misaki? Źle się skończy, oj źle.
-Dobra to ja się zaraz będę zbierać. Posprzątaj dziś po obiedzie.- Wstałem od stołu i powędrowałem do swojego pokoju gdzie spakowałem ćwiczenia i książki do torby. Przebrałem się i zabierając torbę opuściłem pokój.
-To ja wychodzę, wrócę około dziewiętnastej.- Rzuciłem na wychodne i zamknąłem za sobą drzwi. Powoli powędrowałem do mieszkania chłopaka.
-Dobry wieczór.- Przywitałem się widząc jak chłopak otwiera drzwi, grzecznie wpuścił mnie do środka gdzie zdjąłem buty i płaszcz.
-Dobry wieczór.- Zza ściany wyskoczyła bardzo kolorowa i dziwna dziewczyna. Przywitałem się również z nią i powędrowałem do pokoju Yuki'ego.
-Lepiej się już czujesz?- Zapytałem kładąc torbę na biurku i wyciągnąłem z niej książkę, zeszyt ćwiczeń i kilka pustych kartek.
Zabrałem torbę i odsunąłem się lekko, czekałem aż chłopak usiądzie na krzesło obok mnie. W końcu się pofatygował i usiadł.
-Masz, rozwiąż te zadania... czujesz się już lepiej?- Zapytałem siadając bliżej chłopaka i pokazałem w ćwiczeniach które zadania ma robić.
-A-a no lepiej się już czuje. Dziękuję.- Wyszeptał i nagle zrobił się lekko czerwony. Moje kąciki samowolnie się podniosły. Chciałem aby chłopak skupił się na zadaniach, nie na moich czynach.
***Yuki***
Westchnąłem i wziąłem się za zadania. Nie ułatwiała tego niestety ciągle paplająca Rika, która siedziała na moim łóżku.
– Miło mi poznać korepetytora Yuki'ego – powiedziała podchodząc do senpai'a i podając mu rękę. – Jestem Rika.
– Momotetsu Rin – przestawił się ściskając jej dłoń. Rika usiadła obok mnie na krześle, opierając łokieć na biurku, na głowę na dłoni.
– Yukiś musi być strasznie nie kumającym uczniem, co? – spytała.
– W sumie... da się go znieść – odpowiedział, pisząc kolejne zadanie. Spoglądał na mnie co chwilę, czy aby dobrze piszę.
– A-ano... Ja tu nadal jestem... – posłałem mordercze spojrzenie w stronę dziewczyny, która tylko się zaśmiała.
– Dobrze, braciszku. Dobrze. – poklepała mnie po głowie. Czasami nie znosiłem tego, że była ode mnie wyższa nawet wtedy, gdy siedziała.
– Jesteście rodzeństwem? – zapytał Momotetsu-sama odrywając się od pisania. Obydwoje się zaśmialiśmy.
– N-nie, po prostu jesteśmy tak dobrymi przyjaciółmi, że Rika t-tak na mnie mówi. – uśmiechnąłem się lekko w jego stronę, a on jakby speszony odwrócił wzrok. Wzruszyłem ramionami powracając do pisania. Chemia nie wydawała się być taka trudna.
Po jakichś dziesięciu minutach Rika skapitulowała ciszę.
– Chce ktoś soczku? – spytała wstając z krzesła.
– Ja p-poproszę pomarańczowy – odpowiedziałem, nadal pisząc zadania. Akurat teraz trafiło mi się ćwiczenie modelowe.
– Jeśli byłabyś tak miła, to mi możesz zrobić kawę – powiedział senpai szukając czegoś w torbie. Czasami wydawać by się mogło, że ona zupełnie jest bez dna, no ale cóż – takie rzeczy tylko w Harry'm Potter'ze.
– Okay, wracam za jakieś.. 10 minut. – uśmiechnęła się i pobiegła do kuchni zamykając za sobą drzwi. Odwróciłem od nich głowę i poleciałem wzrokiem do kolejnego zadania... Serio?
– Z czym ci nie idzie? – odwróciłem głowę w stronę głosu. Momotetsu-sama pochylał się nade mną... bardzo nisko. Zarumieniłem się i spuściłem głowę. Jego dłonie były po obu moich stronach. – Przecież widzę, że patrzysz się w to zadanie, jak sroka w gnat.
– A-ano... Z tym... – wskazałem to zadanie. Mężczyzna tylko prychnął. No tak, przecież on miał to w jednym paluszku. Jeszcze bardziej spłonąłem czerwienią i spuściłem głowę.
– Czeka nas jeszcze długa praca... – zacmokał.